Heble

Hebel, zwany także strugiem, to, obok piły, podstawowe narzędzie w robotach stolarskich. Zwykle potrzebne jest wyrównanie powierzchni, spasowanie do innych elementów. W porządnych przedmiotach zwykle wszystkie powierzchnie, nawet te niewidoczne są wygładzone - kurz się na nich mniej zatrzymuje, grzyby i owady też mają utrudnione zadanie z przyczepianiem się.

Moje gromadzenie narzędzi głównie jest zorientowane na przydatność do pracy, ale czasami nabywam coś właściwie w celach kolekcjonerskich. Heble były (i są) chyba najczęściej takim przypadkiem. Mam ich kilkadziesiąt, nigdy nie liczyłem. Część jest w podręcznym użyciu i są takie, które używam rzadko, bo są przeznaczone do wykonywania bardzo specjalnych prac.

‍Heble ‍metalowe, ‍które ‍używam ‍to ‍nie ‍tylko ‍firma ‍Stanley ‍(amerykańska ‍i ‍brytyjska), ‍to ‍także ‍nie ‍mniej ‍znany ‍brytyjski ‍producent ‍Record, ‍a ‍także ‍kopie ‍wykonane ‍przez ‍innych, ‍bowiem ‍wiele ‍firm ‍na ‍całym ‍świecie ‍kopiowało ‍te ‍heble ‍od ‍samego ‍pojawienia ‍się ‍ich ‍na ‍rynku ‍pod ‍koniec ‍XIX ‍wieku.


‍Używam ‍także ‍hebli ‍drewnianych, ‍są ‍jednak ‍takie ‍modele, ‍które ‍dystansują ‍metalowych ‍konkurentów, ‍wśród ‍nich ‍prym ‍wiedzie ‍Primus ‍ECE. ‍Wreszcie ‍mam ‍klasyczne ‍heble ‍angielskie, ‍bardzo ‍mało ‍znane ‍w ‍Polsce. ‍Właściwie ‍może ‍należałoby ‍mówić ‍o ‍heblach ‍szkockich, ‍bowiem ‍to ‍tamtejszy ‍stolarz, ‍Stewart ‍Spiers, ‍skonstruował ‍w ‍latach ‍40-tych ‍XIX ‍wieku ‍model ‍hebla, ‍który ‍stał ‍się ‍klasyką ‍brytyjską. ‍Są ‍to ‍heble, ‍które ‍mają ‍kadłub ‍metalowy ‍z ‍drewnianym ‍wypełnieniem ‍i ‍używane ‍są ‍klasyczne ‍noże, ‍takie ‍jak ‍w ‍strugach ‍w ‍pełni ‍drewnianych.


‍Wszystkie ‍informacje ‍techniczne, ‍które ‍podaję ‍o ‍poszczególnych ‍modelach ‍hebli ‍dotyczą ‍tych, ‍które ‍są ‍w ‍mojej ‍pracowni. ‍Szczegóły ‍konstrukcyjne ‍modeli ‍produkowanych ‍w ‍różnych ‍okresach ‍różnią ‍się ‍między ‍sobą. ‍

Znaczną część moich hebli stanowią te z marką Stanley. Wszystkie one są o konstrukcji metalowej. Ta ich właściwość była dla mnie zawsze bardzo ważnym atutem. Wadą większości drewnianych hebli jest to, że stopa ulega zdeformowaniu w czasie normalnej pracy i właściwie dosyć często trzeba ją wyrównywać, do czego trzeba mieć hebel o równej stopie (i kółko się zamyka). Większość hebli Stanley ma także dosyć precyzyjną regulację ustawienia noża, tak wysuwu jak i ustawienia bocznego noża. To także daje im przewagę nad drewnianymi. Nie to żeby drewniane nie miały możliwości regulacji. Jest możliwa, tyle, że dosyć uciążliwa, bowiem mało precyzyjna.

Niestety, heble Stanley nie mają samych zalet. Ich podstawową wadą są noże, które są bardzo cienkie, ich standardowa grubość to 2 mm. Jest to bardzo mało w porównaniu z nożami hebli drewnianych, które zwykle mają 4 mm (te wymiary dotyczą hebli płaszczyznowych). Te cienkie ostrza powodują istotny kłopot: drganie, które utrudnia pracę. Wygląda na to, że ten problem był znany od samego początku, gdy te modele hebli wprowadzono na rynek i, nie wiedzieć dlaczego, Stanley nic z tym nie zrobił. Kolejnym kłopotem jest jakość stali (przynajmniej w tych heblach, które używam czyli starych), z której wykonane są noże, jest ona o wiele gorsza od stali stosowanej w heblach drewnianych. Wytłumaczeniem ma być łatwość ostrzenia (tak miał twierdzić Stanley już wiele, wiele lat temu), cóż z tego skoro towarzyszy temu łatwość tępienia się.

Zwykle zakupiony hebel rodzi dosyć poważne zadanie konserwatorskie. Te narzędzia od wielu lat leżą gdzieś po kątach w kiepskich warunkach. W poważnych warsztatach stolarskich zostały wyparte zwykle przez szlifierki taśmowe. Jednak powierzchnia drewna wykończona szlifierką ma się nijak do jakości powierzchni heblowanej.

‍Na ‍zdjęciu ‍cienkie ‍ostrze ‍Stanley ‍i ‍standardowe ‍ostrze ‍do ‍hebla ‍drewnianego, ‍obydwa ‍wykonane ‍w ‍latach ‍30-tych ‍ubiegłego ‍wieku, ‍obydwa ‍o ‍szerokości ‍60 ‍mm. ‍Niestety, ‍tego ‍noża ‍od ‍hebla ‍drewnianego ‍nie ‍ma ‍możliwości ‍zamontować ‍w ‍heblu ‍Stanley, ‍bowiem... ‍jest ‍za ‍grube. ‍

‍Zdarza ‍się, ‍że ‍ostrze ‍hebla ‍drewnianego ‍ma ‍ciekawą ‍budowę. ‍Składa ‍się ‍z ‍dwu ‍elementów: ‍zasadniczej ‍części ‍z ‍miękkiej ‍stali ‍i ‍z ‍tnącej ‍nakładki ‍(tzw. ‍laminowanie) ‍z ‍jakiejś ‍super ‍stali. ‍Śmiało ‍mogę ‍pisać ‍“super ‍stal”, ‍bowiem ‍kiedyś ‍chciałem ‍zwęzić ‍takie ‍ostrze ‍i ‍poszedłem ‍do ‍warsztatu ‍z ‍poważnymi ‍obrabiarkami. ‍Zakończyło ‍się ‍pęknięciem ‍tarczy ‍do ‍cięcia ‍i ‍odłupaniem ‍fragmentu ‍nakładki. ‍

© Copyright Zbigniew Roman