Drewno

To oczywiście truizm, że drewno (mam na myśli tak masyw jak i fornir) jest podstawowym materiałem używanym w trakcie konserwacji mebli, chociaż zdarzyły mi się obiekty, gdzie nie miało to miejsca. Są to jednak bardzo rzadkie przypadki, zwykle konieczne jest uzupełnienie ubytków, czy też zrekonstruowanie elementów mebla czasami dosyć znacznych takich jak, przykładowo, szuflada.

Dwie najważniejsze uwagi na sam początek. Po pierwsze, drewno używane do konserwacji mebli musi być stare, co oznacza, że musi pochodzić z odzysku i to ze starych mebli. Po drugie, najcenniejszą właściwością starego drewna jest jego powierzchnia. Patrząc na te kwestie od innej strony można powiedzieć tak: jeśli ma się odpowiedni materiał to efekt końcowy zależy tylko i wyłącznie od umiejętności wykonawczych. Jeśli nie ma się takiego materiału to nawet najlepsze wykonanie nie da satysfakcjonującego rezultatu.

Na zdjęciu zwraca uwagę dziwny stalowo-szary kolor na poziomym elemencie. Taki kolor jest charakterystyczny dla drewna, które było wystawione na bezpośrednie działanie warunków atmosferycznych. Coś tu się nie zgadza. Nawet jeśli ten mebel byłby wystawiony na dwór to dlaczego tylko pozioma deska uległa takiej erozji i po co przejechano po niej heblem?

Nawet w poważnych książkach poświęconych konserwacji można znaleźć zalecenia by używać drewna z rozbiórki domów i temu podobnych. To bzdury, jeśli stracimy powierzchnię drewna to ma to już małe znaczenie, czy weźmiemy drewno stare, czy też nowe (w pewnym zakresie, ma się rozumieć). A jeśli będziemy próbować wykorzystać powierzchnię drewna budowlanego to będzie to też oczywista bzdura. Drewno budowlane zupełnie inaczej starzeje się (np. spękania) i patynuje, niż drewno jako element mebla. Oczywiście wszystkie te uwagi o drewnie biorą się z oczekiwanego efektu konserwatorskiego jakim ma być osiągnięcie domniemanego oryginalnego stanu obiektu. Jeśli standard wykonania dopuszcza łatwą rozpoznawalność uzupełnionych elementów, to nie ma co się przejmować tymi rozważaniami o drewnie.

‍Kolejne ‍elementy ‍tego ‍samego ‍mebla. ‍Także ‍w ‍tym ‍przypadku ‍powierzchnia ‍drewna ‍wygląda ‍zupełnie ‍inaczej ‍niż ‍można ‍by ‍się ‍spodziewać. ‍Drewno ‍uległo ‍wyraźnej ‍erozji. ‍Nie ‍jest ‍to ‍możliwe ‍w ‍przypadku ‍wnętrza ‍mebla ‍(po ‍prostu ‍taki ‍mebel ‍by ‍nie ‍przetrwał!). ‍Wyraźnie ‍widać ‍też ‍ślady ‍obróbki, ‍które ‍miały ‍na ‍celu ‍spasowanie ‍do ‍wręgi ‍w ‍ramiaku ‍i ‍w ‍miejscu ‍tej ‍obróbki ‍nie ‍ma ‍śladu ‍erozji. ‍Obydwa ‍te ‍przykłady ‍wskazują ‍na ‍to, ‍że ‍mebel ‍wykonano ‍ze ‍starego ‍drewna ‍(dla ‍mnie ‍jest ‍to ‍przykład ‍dosyć ‍naiwnego ‍falsyfikatu), ‍najprawdopodobniej ‍z ‍desek ‍ze ‍stodoły ‍lub ‍czegoś ‍podobnego.

‍Padło ‍już ‍powyżej ‍słowo ‍„patyna”. ‍Jest ‍to ‍dosyć ‍magiczny ‍termin, ‍który ‍ma ‍szczególny ‍status ‍wśród ‍kolekcjonerów ‍i ‍antykwariuszy. ‍Jeżeli ‍obiekt ‍ma ‍być ‍ceniony ‍to ‍musi ‍mieć ‍patynę. ‍Charakterystyczne ‍jest ‍to, ‍że ‍gdy ‍się ‍dyskutuje ‍na ‍temat ‍patyny, ‍to ‍pojawia ‍się ‍często ‍wiele ‍niezgodności ‍co ‍do ‍tego, ‍co ‍to ‍jest. ‍Bo ‍i ‍nie ‍jest ‍łatwo ‍to ‍określić. ‍Na ‍ogólny ‍efekt ‍patyny ‍składa ‍się ‍z ‍pewnością ‍utlenienie ‍powierzchni ‍drewna, ‍także ‍zmiany ‍strukturalne ‍drewna ‍wynikające ‍z ‍zastosowanego ‍wykończenia ‍powierzchni ‍i ‍też ‍drobne ‍uszkodzenia ‍powierzchni ‍takie ‍jak ‍rysy, ‍wgniecenia ‍czy ‍zmatowienie. ‍Niektórzy ‍chętnie ‍do ‍tej ‍listy ‍dołączają ‍jeszcze ‍zabrudzenia, ‍ale ‍to ‍już ‍chyba ‍przesada, ‍jeśli ‍chodzi ‍o ‍powierzchnie ‍dekoracyjne. ‍W ‍przypadku ‍pleców ‍czy ‍też ‍wewnętrznych ‍powierzchni ‍korpusu ‍komody ‍normalne ‍zabrudzenia, ‍nagromadzony ‍kurz ‍można ‍potraktować ‍jako ‍dodatkową ‍patynę, ‍dodatkową ‍do ‍bezpośredniej ‍patyny ‍drewna. ‍Stosowanie ‍do ‍konserwacji ‍drewna ‍z ‍zachowaną ‍oryginalną ‍powierzchnią ‍daje ‍możliwość ‍otrzymania ‍efektu ‍jednolitej ‍patyny ‍na ‍całym ‍obiekcie.

‍Oto ‍przykład ‍ładnej, ‍spatynowanej ‍powierzchni. ‍Widać, ‍że ‍stare ‍kity ‍(konieczne ‍w ‍przypadku ‍forniru ‍topolowego) ‍pokurczyły ‍się, ‍rysa ‍została ‍zalana ‍szelakiem, ‍powierzchnia ‍jest ‍zmatowiona, ‍z ‍rysami. ‍Wszystko ‍to ‍jest ‍czytelne ‍z ‍niewielkiej ‍odległości ‍(tak ‍też ‍zostało ‍zrobione ‍to ‍zdjęcie). ‍Gdy ‍patrzymy ‍na ‍mebel ‍z ‍„normalnej” ‍odległości ‍zazwyczaj ‍nie ‍widzimy ‍tych ‍wszystkich ‍szczegółów, ‍ale ‍to ‍one ‍właśnie ‍składają ‍się ‍na ‍bardzo ‍przyjemny ‍i ‍pożądany ‍efekt ‍spatynowania. ‍Konserwacja ‍mebla ‍nie ‍powinna ‍go ‍niszczyć, ‍a ‍rekonstrukcje ‍powinny ‍zmierzać ‍do ‍naśladowania.

Powierzchnia drewna daje różne efekty kolorystyczne zależnie od kierunku, z którego pada światło. Wykonując uzupełnienia biorę pod uwagę także ten aspekt. 

Przykładem dwa zdjęcia, powyżej i poniżej. Na obu są te same dwa kawałki forniru mahoniowego, zdjęte z tego samego elementu empirowego mebla. W jednym z wzajemnych ułożeń te dwa kawałki o wiele lepiej do siebie pasują.

‍Przeprowadzanie ‍kolorystyczno-strukturalnych ‍dopasowań ‍zwykle ‍zajmuje ‍mi ‍wiele ‍czasu ‍(często ‍trwa ‍dłużej ‍niż ‍wykonanie ‍nawet ‍bardzo ‍skomplikowanej ‍wstawki). ‍Do ‍tego ‍dochodzi ‍jeszcze ‍to, ‍że ‍drewno ‍wykończone, ‍politurowane, ‍wygląda ‍zupełnie ‍inaczej ‍niż ‍drewno ‍surowe. ‍Stąd ‍też ‍najchętniej ‍posługuję ‍się ‍drewnem ‍odzyskiwanym ‍ze ‍starych ‍mebli ‍(gdzie ‍zwykle ‍zachowane ‍są ‍przynajmniej ‍resztki ‍wykończenia ‍powierzchni). ‍Ale ‍także ‍w ‍takiej ‍sytuacji ‍zachowane ‍wykończenie ‍różni ‍się ‍od ‍tego, ‍które ‍będzie ‍finalnie. ‍Jest ‍zmatowiałe, ‍zabrudzone. ‍Dobrym ‍sposobem ‍jest ‍zwilżanie ‍powierzchni ‍wodą. ‍Tak ‍też ‍zrobiłem ‍z ‍kawałkami ‍forniru ‍na ‍powyższych ‍zdjęciach, ‍oprócz ‍lewej ‍strony ‍większego ‍kawałka. ‍Jak ‍widać, ‍różnica ‍jest ‍znaczna. ‍Nawilżanie ‍jest ‍także ‍pomocne ‍w ‍razie ‍dobierania ‍materiału ‍na ‍wstawki ‍z ‍drewna ‍nowego. ‍Chociaż, ‍jeżeli ‍mam ‍więcej ‍wstawek ‍do ‍wykonania, ‍czy ‍też ‍wręcz ‍rekonstruuję ‍fragment ‍mebla ‍to ‍najlepiej ‍mi ‍się ‍sprawdza ‍zapoliturowanie ‍fragmentu ‍drewna ‍(albo ‍i ‍wielu ‍fragmentów) ‍i ‍dopiero ‍wtedy ‍dobieranie ‍materiału ‍na ‍uzupełnienia. ‍Jest ‍to ‍dużo ‍zachodu, ‍ale ‍nie ‍ma ‍sensu ‍napracować ‍się ‍nad ‍wykonaniem ‍wstawek, ‍uzupełnień, ‍jeżeli ‍finalnie ‍będą ‍one ‍widoczne ‍z ‍odległości ‍kilku ‍metrów. ‍I ‍rzecz ‍nie ‍w ‍tym, ‍że ‍będą ‍widoczne. ‍Poza ‍nielicznymi ‍przypadkami ‍wprawne ‍oko ‍zawsze ‍z ‍małej ‍odległości ‍zidentyfikuje ‍uzupełnienia, ‍ale ‍w ‍tym, ‍że ‍można ‍wręcz ‍popsuć ‍rysunek ‍mebla, ‍bo, ‍przykładowo, ‍zamienimy ‍gładką ‍powierzchnię ‍w ‍pasiastą. ‍I ‍nie ‍ma ‍się ‍co ‍łudzić, ‍że ‍uda ‍się ‍w ‍trakcie ‍prac ‍wykończeniowych ‍skorygować ‍różnice ‍kolorystyczne ‍za ‍pomocą ‍bejcy ‍czy ‍też ‍innych ‍podmalowywań.


‍Na ‍zdjęciu ‍z ‍lewej ‍jeden ‍z ‍moich ‍testów ‍wykończenia.

‍Pilnowanie ‍porządku ‍w ‍układzie ‍drewna ‍jest ‍bardzo ‍ważne. ‍Zawsze ‍stosuję ‍oznaczenia ‍umożliwiające ‍jednoznaczną ‍identyfikację ‍układu ‍drewna. ‍Prostym ‍sposobem, ‍jak ‍na ‍zdjęciu ‍z ‍prawej, ‍jest ‍postawienie ‍znaczków ‍i, ‍jeżeli, ‍tnie ‍się ‍fornir ‍lub ‍deskę ‍na ‍mniejsze ‍elementy, ‍z ‍których ‍będzie ‍komponowana ‍powierzchnia ‍mebla ‍to ‍na ‍podstawie ‍tych ‍znaczków ‍poprawnie ‍uda ‍się ‍je ‍ułożyć. ‍Czasami ‍ze ‍zdumieniem ‍obserwuję ‍jak ‍w ‍miejscu ‍sprzedaży ‍fornirów ‍pozwala ‍się ‍klientom ‍wybierać ‍z ‍paczki ‍fornirów ‍„te ‍najładniejsze”. ‍Ani ‍z ‍tych ‍wybranych ‍(jeżeli ‍nie ‍są ‍kolejnymi), ‍ani ‍z ‍tych ‍pozostałych, ‍nie ‍da ‍się ‍poprawnie ‍ułożyć ‍jednej ‍powierzchni.

Jeszcze raz o fornirach i deskach z odzysku, a dokładniej o bezcenności ich spatynowanej powierzchni i konieczności zrobienia wszystkiego by tej powierzchni nie zniszczyć. Konsekwencją takiego stanowiska jest to, że zawsze dopasowywanie grubości wstawki/uzupełnienia wykonuję od spodu, a nie od wierzchu. Może jest to trochę dziwne, a z pewnością bardziej skomplikowane, ale jest to jedyna możliwość zachowania oryginalnej powierzchni. 

Raz czy dwa zdarzyło mi się wykonać transplantację forniru w obrębie mebla. Cóż było zrobić, jeżeli na szufladzie komody brakowało połowy bardzo specyficznego forniru? Odkleiłem odpowiedni fragment z boku komody, umieściłem go na szufladzie, a bok uzupełniłem podobnym fornirem. To uzupełnienie było zauważalne, ale na boku o wiele mniej było widoczne (kwestia oświetlenia) i o wiele mniej przeszkadzało, niż by to było na froncie mebla.

Poza estetycznymi argumentami na rzecz pozostawienia oryginalnej powierzchni starego materiału używanego na wstawki/rekonstrukcje jest także taki bardzo praktyczny. Zdarza mi się używać drewna, które zostało naruszone przez drewnojady (których w drewnie już dawno nie ma). W takim przypadku naruszenie powierzchni (heblowanie, cyklinowanie) grozi odsłonięciem kanałów zostawionych przez owady i, oczywiście, cała praca na nic.

© Copyright Zbigniew Roman