Skrzynie zegarowe,
czyli co się kryje pod piękną (często) powierzchnią (II).
Klejenie połączeń w konstrukcjach skrzynek zegarowych było zasadniczą techniką zespalania elementów składowych. Źle spasowane złącza czy też nawet gwoździe nie byłyby w stanie utrzymać całości. Chociaż w niektórych przypadkach mam wrażenie, że całość utrzymuje się dzięki naklejonej warstwie dekoracyjnej (obłóg czy też dekoracja w technice boullowskiej). Myślę, że zawsze były to kleje glutynowe, nie robiłem szczegółowych badań ale podejrzewam, że zwykle był to klej skórny.
Klejenie.
Uszkodzenia wynikające z degradacji kleju, rozspajanie się elementów jest podstawowym objawem uszkodzeń skrzynek zegarowych.
Tę głowę zegara long-case udało mi się zdemontować bez najmniejszych problemów ponieważ klej praktycznie nigdzie nie trzymał a całość nie rozpadała się w rękach tylko dzięki paru ćwiekom.
Rzecz jednak w tym, że klej glutynowy jest zwykle niesłychanie trwały jeżeli jest poprawnie zastosowany i jeżeli przedmiot nie zostanie wystawiony na działanie ekstremalnych warunków atmosferycznych. Nie podejrzewam by którakolwiek z prezentowanych tu skrzynek była wystawiona na takie ekstremalne oddziaływania, ze względu na to, że ich z zasady delikatna konstrukcja nie przetrwałyby tego i już nie miałbym szansy na zajmowanie się nimi. Pozostaje zatem, jako sposób objaśnienia przyczyn istniejących uszkodzeń, tylko jedna możliwość: nie zostały najlepiej zrobione. To twierdzenie znajduje potwierdzenie, gdy przeanalizować stan złączy klejowych.
Gdy przyglądam się tym podemontowanym elementom  (zwykle szło to bardzo łatwo, wystarczyło leciutko podważyć) to właściwie mam ilustrację wszystkich możliwych błędów, jakie można popełnić używając kleju glutynowego.
Na górnym zdjęciu wyraźnie widać, że wystają czoła złącza i nie jest to efekt zsychania się drewna o czym świadczy to, że jedynie niewielkie plamy kleju miały kiedykolwiek styczność z drugą powierzchnią klejenia. Klejone powierzchnie nie były canowane i nie widać by były nasączane wodą klejową przed klejeniem (to dotyczy wszystkich prezentowanych tu przypadków).
Sztorce widoczne na dolnym zdjęciu nie zostały doszlifowane po przeklejeniu i w tym stanie były bardzo mało podatne na trwałe sklejenie się. Także na tym zdjęciu wyraźnie widać, że listwa profilowa nigdy nie była sklejona na narożniku.
Brak odpowiedniego docisku powoduje, że klej w złączu pozostaje w grubej warstwie. Jeżeli do tego dołoży się niedokładnie spasowana powierzchnia to gruba warstwa kleju jest narażona na nieomalże bezpośrednie działanie warunków atmosferycznych i ulega degradacji widocznej w tych przykładach jako pękanie i kruszenie się kleju.
Zdjęcie z prawej ilustruje, jak sądzę, bardzo ciekawy przypadek. Otóż stosowana bywała w czasie klejenia technika polegająca na podgrzewaniu drewna w celu ułatwienia klejenia, klej położony na ciepłą powierzchnię dłużej utrzymuje się w stanie płynnym. Do grzania używano rozgrzanej blachy, ten fragment drewna został wręcz nadpalony, nie było na nim śladu kleju, bowiem cały został wessany przez zwęglenie. 
Na koniec jeszcze jedno kuriozum: zaciek klejowy. Pisałem już w tych moich zapiskach o wyciekach klejowych, o tym, że ich nie ma w starych meblach, ale, jak się przekonuję co i raz, nie dotyczy to skrzynek zegarowych. I jest to dla mnie kolejna zagadka.
2005©2017
  Zb. Roman