Sanding Sealer

Użyłem tego oryginalnego angielskiego terminu bowiem nie znam (chyba nie ma?) jednoznacznego, a przynajmniej ugruntowanego, polskiego odpowiednika. Używane bywa określenie "podkład szelakowy" ale chyba wolałbym "szelakowy podkład pod szlifowanie", bardziej oddawałby istotę zastosowania tej mikstury. Rozwijając tę nazwę można powiedzieć, że jest to środek, który jest stosowany na drewno przygotowane do wykończenia (także ewentualnie zabarwione) w celu wypełnienia porów i usztywnienia tych wszystkich drobnych włókien drewna, które są zawsze na powierzchni surowego drewna.

Pierwszy raz miałem możliwość użycia szelakowego podkładu wiele lat temu. Bardzo mi się podobał ale nie miałem specjalnie sposobu na zdobycie kolejnych dostaw. Podstawowym felerem jest to, że zwykle jest sprzedawany w postaci roztworu spirytusowego a ponieważ najbliższe znane mi miejsca sprzedaży są w Anglii to sprowadzanie wydawało mi się absurdalne. Radziłem sobie alternatywną klasyczną metodą, a więc za pomocą samego roztworu szelakowego nakładanego pędzlem. Różnica, w stosunku do szelakowego podkładu, o którym tu mowa, sprowadza się do tego, że w  tym podkładzie jest także zawarty wypełniacz (zdaje się, że zwykle krzemianowy). Ten wypełniacz służy do zapełniania porów w drewnie. Kolejnym, specyficznym dla tego gruntu szelakowego składnikiem, jest mydło metaliczne (zwykle cynkowe), które, obniżając napięcia powierzchniowe ułatwia wnikanie wypełniacza w pory.
Gdy zauważyłem Sanding Sealer w ofercie Noris East pomyślałem, że warto spróbować. Produkt jest sprzedawany w postaci białawego proszku. Bardzo dobrze rozpuszcza się w spirytusie, jeszcze raz to podkreślę: spirytusie 99,9%, bezwodnym. Tak to podkreślam, bowiem co i raz spotykam się z problemami "eksperymentatorów", którzy, z uporem wartym lepszej sprawy, próbują kłaść politurę przygotowaną na bazie denaturatu. Szkoda czasu. Białawe plamy na politurze to właśnie działanie wody w politurze. Nawet używając dobrego spirytusu (ten konsumpcyjny także jest do niczego) trzeba dbać o zamykanie pojemników, unikać używania starego roztworu szelakowego do poważnych prac, ponieważ spirytus absorbuje wodę z powietrza. Koniec wtrętu spirytusowego.
Ten podkład szelakowy po rozpuszczeniu (prawie natychmiastowym) ma kolor jasnego kakao na mleku z czerwonawymi opalizacjami. Podana na opakowaniu proporcja wydaje się być zupełnie dobra. Biorąc pod uwagę to, że wypełniacz jest zapewne o wiele cięższy od szelaku, można podejrzewać, że stężenie samego szelaku jest stosunkowo niskie, na moje oko zdecydowanie poniżej 10%.
Roztwór ma tendencję do rozwarstwiania się, wyraźnie widać wypełniacz, który osiada na dnie. Stąd, używając tego roztworu, co i raz mieszałem go poprzez "zakręcanie" słoikiem.

Kartka papieru (oparta o słoik), którą częściowo zanurzyłem w roztworze, pokazuje dosyć ciemny kolor roztworu. Oznacza to, że wykończenie będzie miało ten ton kolorystyczny, nie będzie zatem przydatne w każdej sytuacji. Czasami chce się mieć, przykładowo jawor, jako bardzo jasny a nie o kolorze miodowym.
Podkład nakładałem pędzlem. Bardzo dobrze się rozpływa (mydło działa) i szybko przesycha. Myślę, że dwie warstwy są wystarczające.
Przekonałem się, że trzeba uważać i nie nakładać zbyt wiele tego podkładu szelakowego. Akurat pracowałem nad fornirem dębowym z bardzo dużymi i głębokimi porami i  zaczęły pojawiać się widoczne białe wypełnienia porów. Podejrzewam, że powodem była za duża ilość wypełniacza  w stosunku do szelaku. Wypełniacz nie jest widoczny jeżeli poszczególne drobiny są otoczone wystarczającą ilością szelaku. Poradziłem sobie z tym problemem nakładając warstwę czystego roztworu szelakowego, chociaż nie było to proste. Rzecz w tym, że taki sklejony wypełniacz słabo absorbuje roztwór szelaku a po to by stał się "niewidoczny" trzeba go mocno zaimpregnować szelakiem. Z podobnym problemem można się spotkać w trakcie klasycznego wypełniania porów pumeksem. Za dużo pumeksu w stosunku do szelaku też da białe wypełnienia porów.
W przyszłości spróbuję dwu sposobów. Po pierwsze, można położyć jedną (a może dwie?) warstwy roztworu szelakowego przed użyciem podkładu z wypełniaczem. W ten sposób zabezpieczę się przed wnikaniem szelaku z sanding sealer w drewno i szelak pozostanie na wypełniaczu. Po drugie, możliwe jest dodanie szelaku do tego podkładu. Zwiększone stężenie powinno uchronić przed tymi białymi wykwitami.

Wyschnięty podkład szelakowy (dałem czas na wyschnięcie do następnego dnia, ale chyba może być krótszy) bardzo dobrze się szlifuje. Chyba najodpowiedniejszym jest papier o gradacji 400 tak, jak w moim przypadku, gdy moje zabiegi dotyczą odnawiania starej powierzchni. Podejrzewam, że w przypadku nowego drewna/forniru może być potrzebny trochę grubszy papier, rzędu gradacji 240. Jak zwykle zeszlifowuję wszystko, co jest na powierzchni drewna. Podkład powinien wejść w drewno, to, co jest na wierzchu, jest niepotrzebne. Z pewnością szlifowanie jest wspomagane przez mydło zawarte w podkładzie, papier w ogóle się nie zakleja a powierzchnia drewna nabiera bardzo przyjemnego satynowego charakteru z wyraźnie wyczuwalnym poślizgiem. To także efekt mydła.
Dalsze wykończenie powierzchni jest już sprawą indywidualnego wyboru. Warto pamiętać, że nie koniecznie musi to być wykończenie szlakowe. Ja kontynuowałem swoją pracę szelakiem i zauważyłem pewną nieprzyjemną właściwość. Otóż, bardzo łatwo kładzie się kolejne warstwy szelaku, czy to pędzlem, czy też tamponem, ale odniosłem wrażenie, że stosunkowo słabo się one ze sobą sklejają. Efektem tego jest to, że powierzchnia bardzo łatwo ulega wszelkim najdrobniejszym nawet uszkodzeniom mechanicznym i pojawia się nieprzyjemna biała zadra, bardzo płytka, ale bardzo widoczna. Prawdopodobnie jest to ciągle efekt działania mydła,  obniża ono napięcie powierzchniowe i przeciwdziała sklejaniu się kolejnych warstw. Sposobem na to jest porządne „przyduszenie" tamponem z politurą tak, by „przykleić" właśnie kładzioną warstwę do poprzedniej. Zdecydowanie, w przypadku zastosowania tego podkładu, nie stosowałbym szelakowego wykończenia pędzlem. Uzyskane wykończenie będzie bardzo mało odporne na uszkodzenia.
Dwie warstwy podkładu szelakowego nie doprowadziły do całkowitego zapełnienia porów w fornirze dębowym, w masywie dębowym było już zupełnie poprawnie (ale miał trochę mniejsze pory), w fornirze orzechowym było o wiele lepiej, ale trochę otwartych porów  pozostało. Nie wiem ile warstw trzeba by położyć by całkowicie zapełnić pory, być może to w ogóle nie ma sensu i lepiej użyć do dalszej pracy pumeksu.
2005©2017
  Zb. Roman