Złocenie pudrem złotym.
Złocenie wykonuję dosyć rzadko i tylko z użyciem złota w formie pudru. Nie lubię złocenia płatkowego, nie dość, że mam w pracowni zbyt wiele kurzu i przeciągów (pierwsze psuje efekt, drugie uniemożliwia pracę) to jeszcze, właściwie, co by nie robić, tak położonego złota nie daje się sensownie antykizować (czy, jak kto woli, patynować), ujednolicać z zachowaną pozłotą.
Proces złocenia przeprowadzam w trzech etapach: wykonanie podkładu kredowego, pulmentowanie i złocenie.

Podkład kredowy.
Do przygotowania podkładu używam kleju króliczego. Przeprowadziłem sporo prób, wychodząc od pewnych danych z lektury dostępnych przepisów, i uważam, że roztwór 6% jest najlepszy i bardzo precyzyjnie pilnuję tej proporcji. Przygotowywanie tego kleju jest jedną z nielicznych sytuacji, gdy wyjmuję wagę laboratoryjną i menzurkę i dokładnie odmierzam ilości. Klej przygotowuję w plastykowej, zakręcanej butelce, dzięki temu nie ma strat wody wynikających z odparowywania. Bardzo uważam, by klej się nie popsuł, szczególnie w lecie, gdy jest ciepło, już po kilku godzinach następuje rozkład kleju. Łatwo jest to poznać po tym, że roztwór kleju nie żeluje. By uniknąć tych problemów trzymam go właściwie cały czas w lodówce.

Zanim przejdę do dalszych szczegółów pewna uwaga ogólna. Całą technikę złocenia opracowałem na podstawie danych z literatury anglosaskiej i własnych doświadczeń. Podstawową zasadą mojego wykonywania podkładu kredowego jest to, że jest on wykonywany w jednym ciągu, warstwa po warstwie z minimalnym przeschnięciem między nimi, bez szlifowania. Jeden ciąg oznacza, że całość podkładu wykonuję jednego dnia. Przyjęcie tych zasad sprawia, że przygotowuję taką ilość roztworu kredy w kleju, jaką zużyję w ciągu jednego dnia i że przygotowuję dosyć rzadki roztwór. Zatem, do naczynia wlewam porcję kleju i dodaję kredy, używam kredy szampańskiej, bardzo dobrze mi się spisuje i innych nie próbowałem. Dodaję kredy, mieszam i patrzę, jaka jest gęstość, powinna być to mniej więcej gęstość skondensowanego mleka. Przygotowanie tej mieszaniny robię w kąpieli wodnej, w której roztwór kredy pozostaje przez cały czas pracy z nim.

Do przygotowania niewielkich ilości kredy podkładowej używam puszek po piwie. Lubię umieszczać puszkę (czy też większy słoik) w dużym garnku z wodą, garnek stoi na kuchence elektrycznej z termostatem. Duży garnek jest bardzo wygodny, ponieważ większa ilość wody lepiej buforuje skoki temperatury. Problem zakotwiczenia małego pojemnika w dużym garnku rozwiązałem poprzez wykonanie koszyczków z metalowej siatki ogrodniczej.

Zwykle uzupełniam złocenia małych elementów skrzynek zegarów stołowych, tak, jak w tym przypadku. Mocuję je na różne sposoby by praca była możliwa.

Nie napisałem tego wcześniej: klej króliczy jest mi potrzebny nie tylko do kredy, mam go zatem przygotowanego więcej. I tak, zanim zacznę nakładać podkład kredowy, to wszystkie te miejsca, gdzie będzie kreda, zapuszczam klejem, jedną warstwą. Jeżeli obiekt jest duży bądź skomplikowany to dodaję trochę kredy by zabielić klej, dzięki czemu widać, które miejsca zostały przeklejone. Następna warstwa to już kreda. Używam pędzla dosyć miękkiego i nakładam kredę tak jakbym malował zwyczajną farbą. Pierwsza, druga warstwa są stosunkowo mało kryjące, ale już kolejne prowadzą do uzyskania ładnej, równej, białej powierzchni. Poszczególne warstwy staram się kłaść dosyć cienko. Łącznie tych warstw jest około 8. Przy takiej liczbie elementów jak w przypadku przykładu, który tu używam, nie robię właściwie żadnych przerw, czas potrzebny na nałożenie kolejnej warstwy na wszystkie elementy jest wystarczający do podeschnięcia poprzedniej warstwy kredy. Roztwór kredy z klejem gęstnieje w wyniku odparowywania wody i wtedy dolewam wody by doprowadzić do odpowiedniej gęstości, jeżeli jest to w fazie ostatnich warstw to rozrzedzam roztwór jeszcze bardziej - rzadszy roztwór ładniej się rozpływa i daje gładszą powierzchnię. W przypadku uzupełniania ubytków kładę tyle warstw by w sumie minimalnie wystawały ponad poziom zachowanego podkładu kredowego.

Następnego dnia po nałożeniu podkładu kredowego mogę wziąć się za jego wykończenie. Po prawdzie nie zawsze jest ono konieczne, jeżeli wszystko dobrze zrobiłem to żadne dodatkowe wykańczanie nie jest konieczne. Oczywiście zawsze muszę wyrównać różnicę na krawędziach połączeń starego gruntu i uzupełnień. Uzupełnienia zawsze robię nieco wyższe i zeszlifowuję je papierem ściernym 180-200. Zeszlifowuję bardzo delikatnie, zgodność poziomów sprawdzam palcami (zamykam oczy lub odwracam wzrok), to jedyny skuteczny sposób. Po szlifowaniu papierem dopolerowuję mokrą szmatką, jeśli są jakieś niedoskonałości na innych powierzchniach to także stosuję ten sposób. Po przeschnięciu, czyli kolejnego dnia, mogę pokryć powierzchnię pulmentem.

Pulment przygotowuję mieszając fabrycznie gotowy z klejem króliczym (kolejna porcja z przygotowanego na początku) w proporcji pulment do kleju 1:3 objętościowo. Jak się przekonałem najwygodniej jest użyć łyżeczkę do odmierzania. Pulment wcale nie jest skory do rozprowadzania się w kleju. Stąd najpierw ucieram go z klejem na tafli szklanej na jednolitą masę. Następnie do pojemnika (kolejna puszka po piwie) i wstawiam do kąpieli wodnej analogicznie do tego jak postępowałem z kredą. Zwykle odczekuję dobre pół godziny, po tym czasie uzyskuję jednolitą masę pulmentowo-klejową.

Nakładam jakieś 5 warstw pulmentu, miękkim pędzlem, tak jakbym malował farbą (bo w końcu nie jest to nic innego). Na początku powierzchnia jest nierówna (zdjęcie z lewej), kolejne warstwy dają równokolorową powierzchnię, to zresztą jest dla mnie podstawowe kryterium zakończenia tej operacji (zdjęcie poniżej, lewy bączek).

Kolejnego dnia poleruję pulment za pomocą lnianej szmatki, pulment powinien uzyskać głęboki kolor i być lekko połyskliwy (na zdjęciu z prawej prawy bączek). Uważam by nie dotykać powierzchni ręką, rozgrzany polerowaniem pulment może zostać łatwo uszkodzony.

Po tych kilkudniowych przygotowaniach mogę wreszcie położyć złoto. Używam złotego pudru. Jako medium stosuję białko jajka z wodą. Białko wlewam do słoika i intensywnie wstrząsam, następuje jego spienienie się i staje się lekko wodniste, dodaję wody w proporcji 1:1 objętościowo, trochę jeszcze wstrząsam. Rozwodnione białko przecedzam przez kawałek pończochy i nabieram je do strzykawki. Puder złoty rozcieram ze spreparowanym białkiem na szklanej płycie aż do uzyskania dosyć rzadkiej papki. Przygotowuję małe porcje, bowiem mieszanina ta dosyć szybko podsycha, można ją, co prawda, ponownie rozrzedzić, ale takie złoto już nie najlepiej się spisuje (ma za dużo białka i trudniej się później poleruje).

Złoto nakładam pędzlem typu borsuczego, staram się kłaść cienką, równomierną warstwę, miejscami tapuję. Złota zawiesina szybko podsycha i całość staje się matowo-żółta. Pozostaje kwestia polerowania. Zauważyłem, że jeżeli polerować agatem po 15-20 minutach od położenia to uzyskuje się efekt matowego złota (czasami dobry w przypadku uzupełnień ubytków), a jeżeli poleruję po najmniej 1 godz. to uzyskuję efekt znacznego błysku.

Na zdjęciach po prawej fragment z zachowanymi złoceniami i pulmentem na uzupełnianych fragmentach i stan po uzupełnieniu złocenia. Stosowanie złotego proszku umożliwia dosyć wiarygodne uzupełnienie złoceń. Możliwość nakładania warstwy o różnej grubości pozwala mi symulować efekty przetarć, podobnie polerowanie także umożliwia różnicowanie wyglądu powierzchni. Staram się zwykle dostosować wygląd uzupełnień do zachowanych fragmentów. W finalnym wykończeniu bardzo jest mi przydatny wosk bitumiczny, który daje efekt przybrudzenia a jednocześnie gasi nadmierny błysk złota.

2005©2017
  Zb. Roman