Zawsze staram się zdemontować tyle, ile się da. Zdarza się, że w trakcie demontażu dochodzi do uszkodzeń, trudno. Uważam, że jest to tak, jak w trakcie zabiegów medycznych: trzeba uszkodzić, przykładowo, przeciąć powłoki skórne, by usprawnić szwankujący organ wewnętrzny. Im bardziej uda się zdemontować dany obiekt tym łatwiej będzie wykonać uzupełnienia i naprawy, oczyścić powierzchnie a także finalnie wykończyć.
Kiedyś, dawno temu, czyściłem powierzchnie przed uzupełnieniem ubytków. Doszedłem jednak do wniosku, że nie jest to dobra metoda. Podstawowym powodem zmiany kolejności prac było dążenie do wygody uzupełniania ubytków, a dokładnie, ich doklejania: do brudnej powierzchni nie przyczepia się klej, który zawsze wypłynie w trakcie klejenia. Brudna powierzchnia, z „zabezpieczającą" warstwą starych politur, wosku czy też po prostu brudu, jest także o wiele bardziej odporna na mechaniczne uszkodzenia, które mogą mieć miejsce choćby w trakcie użycia hebla do wyrównania powierzchni wstawki. Oryginalna powierzchnia jest także koniecznym wzorcem kolorystycznym w trakcie dobierania materiału na uzupełnienia. Chociaż w takich momentach może być konieczne usunięcie wyjątkowo nawarstwionych brudów czy też barwionych politur wtórnie położonych, robię to jednak tylko na niewielkiej odkrywce.

Każde moje zajmowanie się obiektem, który do mnie trafia, można podzielić na kilka etapów. Najważniejsze to demontaż, uzupełnienie ubytków, następnie oczyszczenie powierzchni i, finalnie, uzyskanie powierzchni. W tej właśnie kolejności. W tym dziale będę zapisywać sposoby, techniki, które stosuję w trakcie prac.
Moje techniki.
Rozpoczęcie prac od demontażu często jest wymuszane samym stanem zachowania obiektu. Na zdjęciu z prawej krzesło, które, gdy do mnie trafiło było już w znacznej mierze zdemontowane. Nie zawsze tak jest, czasami krzesło się kiwa i mimo to nie sposób je rozmontować. Zdarzają się też niespodzianki, szczególnie w przypadku komód czy szaf. Mebel wygląda zupełnie dobrze, był w codziennej eksploatacji, szuflady dawały się wysuwać a drzwi otwierać i zamykać (no, może z pewnym trudem) i wystarczy ledwo się do niego dotknąć a rozsypuje się niczym domek z kart.
Niezmiernie mało jest takich obiektów, wśród tych, które do mnie trafiają, które nie wymagają demontażu pewnych elementów by zabiegi konserwatorskie były w ogóle możliwe. Nie da się odnowić frontów szuflad komody bez demontażu okuć, nie da się skleić łoża pistoletu bez zdemontowania lufy i innych części metalowych, politurowanie nie zdemontowanych drzwi szafy jest zajęciem nie mającym większego sensu.
2005©2017
  Zb. Roman