Właściwie zawsze, gdy usłyszę, że miałbym zająć się meblem, w którym są szuflady, to mogę być pewien, że wysuwanie i wsuwanie tych szuflad jest kłopotliwe. Czasami ogranicza się to zgrzytliwych odgłosów, które pojawiają się gdy szuflada jest  suwana, a dosyć często jakiekolwiek ruszenie szuflady wymaga dużego wysiłku. Powodem są uszkodzenia krawędzi szuflad, które jeżdżą po prowadnicach, a także uszkodzenia samych prowadnic.
Przypadki, o których będę tu pisać, dotyczą głównie dużych szuflad. Typowa szuflada komodowa ma jakieś 80-90cm szerokości, 50cm w głąb i 20cm wysokości. Te rozmiary pozwalają na umieszczenie tam bardzo wielu rzeczy, standardowo były zapełniane bielizną pościelową i ubraniami, co dawało znaczne obciążenie. Sprzyjało to niszczeniu się trących o siebie elementów drewnianych, a zwykle było to drewno sosnowe. Niszczyły się prowadnice, uszkadzane także były krawędzie listew przedzielających szuflady. Na zdjęciu obok widoczne są naprawy krawędzi bezpośrednio pod szufladami.
Szuflady - prowadnice.
Pomijając nieliczne drobne odstępstwa (szczególnie w wydaniu angielskim) są dwa typy połączeń boków szuflad z dnem. Pierwszy, wcześniejszy (lewy rysunek), to taki, w którym dno szuflady zachodzi na bok, przy czym jest ono mocowane za pomocą kołków. Drugi (prawy rysunek) to taki, w którym dno wchodzi we wręgę w boku szuflady. Pierwsze z tych rozwiązań powoduje więcej problemów, głównie w obrębie krawędzi, które są poniżej szuflady ponieważ dno jeździ bezpośrednio po nich. W przypadku drugiego rozwiązania destrukcja dotyczy głównie boków szuflad. Krawędź, która jeździ po prowadnicy, jest bardzo wąska (zwykle 12-15mm) i szybko ulega wytarciu.
Często te wręgowo konstruowane boki szuflad były już naprawiane. Na zdjęciu z prawej przykład takiej naprawy, gdzie została wymieniona część boku od wręgi w dół. Szkoda tylko, że nową listewkę przybito gwoźdźmi, co stworzyło dodatkowe niebezpieczeństwo: wystające gwoździe jeszcze bardziej niszczyły prowadnice.
Po formie zniszczeń prowadnic można rozpoznać rodzaj konstrukcji szuflady. Szuflady o wręgowej konstrukcji wycinają w prowadnicy rowek (przykłady z lewej), szuflady o płaskim dnie równomiernie wycinają całą szerokość prowadnicy (przykłady poniżej).
Naprawa opisywanych tu uszkodzeń jest dosyć uciążliwa, jedyną drogą postępowania jest odtworzenie poniszczonych elementów: odbudowanie dolnych krawędzi boków szuflad i odtworzenie płaszczyzny prowadnicy. By naprawić prowadnice najwygodniej jest zdemontować plecy komody i, po wysunięciu prowadnic, albo je uzupełnić, albo wykonać nowe. Czasami możliwe jest także przemontowanie zniszczonych prowadnic "do góry nogami", niezniszczoną, spodnią stroną do góry. Na zdjęciu z prawej przykład prowadnicy, która już przeszła taki zabieg i nie miałem innego wyjścia, jak wykonanie nowej.
Najniższe szuflady zwykle jeżdżą bezpośrednio po dnie (zdjęcie z prawej) i wtedy pozostaje już tylko praca "górnicza": trzeba wejść do pudła komody by wykonać uzupełnienie. Jest tu także ilustracja innego typu zniszczeń, płaskie dno szuflady w pewnym momencie zostało przybite gwoźdźmi do boków, ich łepki wycięły rowek i uszkodziły także czoło listwy poniżej szuflady. Inną ciekawostką jest widoczny pył drzewny, spotykałem się z przerażeniem właścicieli, którzy sądzili, że jest to efekt działania szkodników drewna, nic podobnego, pył powstał w trakcie tarcia o siebie szuflady i powierzchni, po której ona jeździ.
Moja procedura postępowania z tymi problemami jest dosyć standardowa, dwuetapowa. Pierwszy etap to odtworzenie na szufladach i prowadnicach stanu pierwotnego. Jeśli chodzi o prowadnice to mam różne możliwości,  zależnie od stanu spraw. Gdy wielkość wycięcia w prowadnicy jest niewielka i jeździła po niej szuflada wręgowa to wypełniam rowek szpachlówką i wyrównuję. W takim przypadku nie wymontowuję prowadnic. W każdym innym staram się prowadnicę wymontować i wtedy uzupełniam drewnem, ewentualnie odwracam "do góry nogami" czy też wykonuję nową. Najgorzej jest, gdy muszę wykonać uzupełnienie drewnem bez wyjmowania prowadnicy. Jest to kłopotliwe, nie przejmuję się jednak zbytnią dokładnością (nie ma to żadnego znaczenia) i daje się to wykonać (zdjęcie z lewej). Wykonanie uzupełnień w bokach szuflad zwykle nie nastręcza kłopotów (nie mam jakoś zdjęć, ile bym nie robił to okazuje się, że w pewnej chwili brakuje).
Drugi etap prac to wykonanie pewnego udoskonalenia systemu prowadnic szuflad. Tak na powierzchnie prowadnic jak i boków szuflad doklejam paski bukowego obłogu o grubości 2mm. W ten sposób uzyskuję dwie dobre powierzchnie ślizgowe. Dodatkowym efektem jest także to, że przód szuflady jest w ten sposób unoszony w stosunku do krawędzi pod nią i znika niebezpieczeństwo zaczepiania przez szufladę listwy bezpośrednio pod nią. Jest to rozwiązanie nawiązujące do angielskiej konstrukcji szuflad. Niezmiernie rzadko zdarza się, że jest za mało miejsca na to by szufladę "podnieść" o 4mm, wtedy buczynową doklejkę licuję z oryginalnym poziomem w szufladzie, na te 2mm na prowadnicy zawsze znajdzie się miejsce. Na sam koniec powierzchnie bukowych doklejek smaruję roztworem wosku mikrokrystalicznego cosmolloid, moje próby wykazały, że daje on najlepsze efekty smarowne w tej sytuacji i, co ważne, są to efekty długotrwałe.
2005©2017
  Zb. Roman