Stolik - gablota ekspozycyjna.
Jedno z muzeów zamówiło u mnie stolik-gablotę ekspozycyjną, ma to być kopia stolika znajdującego się w zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie, rysunek powyżej przedstawia jego ogólny widok. Stolik ten, w typie Ludwika XVI, ma formę walca na czterech nogach, blat ze szkła w ramie drewnianej umożliwia wgląd do wnętrza walca, gdzie na dnie wyłożonym tkaniną, jest przestrzeń ekspozycyjna. Nogi w formie graniastej, zbieżne ku dołowi. Zewnętrzna powierzchnia fornirowana mahoniem z licznymi nakładanymi aplikacjami z brązu złoconego. Wewnętrzna powierzchnia cargi fornirowana jest jesionem. W celu dotarcia do powierzchni ekspozycyjnej stolika należy zdjąć cały blat. W stanie złożonym blat jest łączony z podstawą za pomocą dwu zamków typu hakowego umieszczonych w cardze po przeciwnych stronach na linii średnicy blatu.

Mimo to, że zadanie polega na wykonaniu kopii kilka problemów pozostaje otwartymi. Podstawowa sprawa to materiał i rodzaj wewnętrznej konstrukcji cargi, nie ma możliwości stwierdzenia jaka ona jest ze względu na to, że ze wszystkich stron brak jest bezpośredniego dostępu, bowiem powierzchnie są fornirowane bądź olistwowane. Podobnie jest z nogami. Nie ma także możliwości wykonania pomiaru grubości forniru tak mahoniowego jak i jesionowego. W celu rozwiązania tych problemów będę opierać się na wiedzy o ogólnych zasadach konstruowania tego typu mebli.

Carga stolika
W drugiej połowie osiemnastego wieku popularne stały się meble o falistych, powyginanych liniach. Pojawiły się komody z falistymi frontami, szafki o walcowatych kształtach, półokrągłe konsole. Typowym sposobem konstruowania krzywoliniowych elementów mebli było sklejanie stosunkowo niewielkich kawałków drewna, co pozwalało uzyskiwać bardzo mocną konstrukcję. Zasada konstrukcyjna jest analogiczna do budowy muru z cegieł: elementy w poszczególnych warstwach są układane na mijankę. Takim sposobem wykonam cargę stolika. Carga ma mieć 15cm wysokości, będą trzy warstwy cegiełek. W oryginale, prawdopodobnie, jest więcej warstw, bowiem trudno jest wyciąć ręcznie grube elementy, ale ja zamierzam skorzystać z mechanicznej piły taśmowej. Użyję drewna sosnowego. Alternatywnie można by użyć drewna brzozowego, ale go nie mam.

 Mam natomiast dobre drewno sosnowe, są to elementy starej stolarki budowlanej, futryn, które zostały wykonane jakieś 60 lat temu (zdjęcie z prawej). Kilkakrotnie korzystałem z okazji, że wymieniano okna w okolicznych domach i zgromadziłem mały zapas drewna. Jest to dobry materiał, bardzo stabilny.

Jego pewną wadą jest to, że muszę się trochę wstępnie napracować by można było przystąpić do dalszej obróbki. Otóż, jak zwykle, gdy muszę pociąć sporą ilość drewna to korzystam z pomocy i maszyn moich przyjaciół MK i KT a oni, i słusznie, nie dopuszczą do kontaktu ze swoimi piłami materiału, w którym mogą być elementy metalowe (gwoździe!!) lub który jest zanieczyszczony starą farbą lub cementem. Stąd też wstępnie muszę uzyskać czyste drewno, oczywiście poprzez ręczną obróbkę. Do usunięcia warstw starej farby i innych zabrudzeń używam hebla zdzieraka, następnie wyrównałem powierzchnie tak, by uzyskać belkę o równych powierzchniach i jednorodnej grubości. Powierzchnia musi być równa by możliwe było prowadzenie materiału na blacie roboczym maszyny, jednorodna grubość ułatwi konstruowanie cargi.

U MK i KT wyciąłem z belek na pile taśmowej cegiełkowe elementy konstrukcyjne.

Cegiełki kleiłem na stole posługując się szablonem narysowanym na kartonie. Użyłem kleju Rakoll. W pierwszej fazie skleiłem dwie warstwy cegiełek a następnie dokleiłem trzecią.
Na zdjęciu z lewej doklejanie ostatnich dwu cegiełek. W tego typu sytuacjach (inny przykład to klejenie olistwowania) zawsze dopasowuję dwa ostatnie elementy jednocześnie, jest to o wiele łatwiej zrobić niż dopasowywać jeden element.

Powierzchnie walca, tak wewnętrzna jak i zewnętrzna, po zakończeniu klejenia nie były równe. Wyrównywanie przeprowadziłem za pomocą hebli ręcznych.

Powierzchnię wewnętrzną wyrównałem zgrubnie heblem kątnikiem Record 311. Jego szerokość była najodpowiedniejsza w tej sytuacji. Tym heblem pracowałem w poprzek włókiem drewna. Następnie wygładziłem powierzchnię specjalnie do tego zadania przygotowanym heblem krzywakiem (inf.). Kształt powierzchni sprawdzałem za pomocą szablonu.

Powierzchnię zewnętrzną wyrównywałem zgrubnie heblem zdzierakiem (Stanley 40, inf.) i kątnikiem (Stanley 78, inf.) a następnie wygładziłem finalnie heblem rydwanowym. Dwoma pierwszymi heblami pracowałem w poprzek usłojenia drewna, trzecim zasadniczo ukośnie a czasami wzdłuż.

Kształt sprawdzałem za pomocą szablonu i mierzenia grubości ścianki. Nie sądziłem by w tym przypadku bardzo ważne były bardzo precyzyjne wymiary i doskonałość krzywizny.
Podejrzewam, że wykonawca kopiowanego stolika miał pewne kłopoty z uzyskaniem precyzyjnego kształtu i dlatego zastosował pewien wybieg konstrukcyjny, który maskuje ewentualne niedokładności. Rysunek z lewej przedstawia przekrój poprzeczny górnej części ścianki walca, to, co zwraca uwagę, to listewka na górnej krawędzi.

 Listewka wystaje poza ściankę walca tak do wnętrza jak i na zewnątrz (stroną wyobloną), jest to dosyć nietypowe rozwiązanie, standardem byłoby wykończenie tej krawędzi na równo z wewnętrzną i zewnętrzną powierzchnią. Można jeszcze zrozumieć powód wystawania listewki na zewnątrz - jest dodatkowym elementem zdobniczym tuż pod blatem. Zupełnie niezrozumiałe jest wystawanie do wnętrza, stanowi jedynie utrudnienie w trakcie wkładania fałszywego dna (tektura obciągnięta tkaniną). Listewka ta jest jednak dobrym sposobem zamaskowania nierówności w grubości ścianki walca, to, co widzimy, to ta listewka, grubość walca można poznać właściwie jedynie pośrednio.
Inną sprawą jest to, że dawne meble nigdy nie są wykonane idealnie dokładnie: niezmiernie rzadko wymiary analogicznych elementów (przykładowo nóg danego mebla) są takie same, rzadko kiedy powierzchnia jest równa. Oczywiście, częściową przyczyną tych niedoskonałości są także działania czynników zewnętrznych (takich jak zmiany wilgotności czy też uszkodzenia mechaniczne) ale bardzo ważna była, jak to nazywam, nonszalancja wykonawcy. Rzecz w tym, że mebel ma dobrze wyglądać a nie trzymać wymiary. W przyrodzie nie ma dokładności wymiarów i symetrii (nawet twarz ludzka jest asymetryczna), obiekt doskonały w tych zakresach zazwyczaj wygląda sztucznie i nienaturalnie. Na tym zasadza się dla mnie różnica w zakresie ogólnego efektu estetycznego między oryginalnymi dawnymi meblami a ich kopiami poczynając od tych dziewiętnastowiecznych; te kopie sprawiają wrażenie sztywnych, nienaturalnych i jakby nieporadnych mimo często doskonalszej techniki wykonawczej. Zdarza się, że takie niekorzystne wrażenie robią też najwyższej klasy meble francuskie czy też szwedzkie z końca osiemnastego wieku, a to za sprawą doskonałego wykonania.

Mam zatem rdzeń walca gotowy, odłożyłem go na bok i zabrałem się do wykonania blatu, a dokładnie ramy, w której będzie umieszczona szyba. Rama ta ma być dość wąska, trzydzieści milimetrów i dosyć cienka, szesnaście milimetrów a średnica szyby to 770 milimetrów. Nie sposób sprawdzić, jaką konstrukcję ma rama oryginalnego stolika, wymyśliłem następujące rozwiązanie.

Rdzeń ramy skleję z trzech warstw, z których jedna zewnętrzna, szersza, utworzy z krawędzią pozostałych wręgę na szybę. Wszystkie krawędzie (oprócz wręgi) będą fornirowane.

Klejenie było łatwiejsze ponieważ pozycjonowanie względem siebie klejonych elementów, ze względu na ich grubość, daje się uzyskiwać za pomocą gwoździ (usuwanych po sklejeniu). W przypadku walca robiłem to za pomocą dodatkowych ścisków.

Konstrukcja rdzenia ramy będzie analogiczna do konstrukcji walca, także cegiełkowa. Kolejny element starej futryny okiennej pociąłem u MK i KT na deseczki o grubości pięciu milimetrów. Tym razem nie używałem już piły taśmowej do wycinania cegiełek a zrobiłem to ręcznie piłą typu łukowego, jest ona bardzo wygodna do tego typu prac (zdjęcie z lewej).

Po sklejeniu pierwszych dwu warstw wyrównałem wewnętrzną krawędź, to wyrównywanie byłoby bardzo trudne po przyklejeniu trzeciej warstwy. Do wyrównywania użyłem hebla krzywaka, którym wyrównywałem wnętrze walca. Krzywaka zamocowałem go do góry nogami w imadle i wyrównałem krawędź wewnętrzną (zdjęcie z lewej). Ponieważ miałem już szybę, która będzie w tej ramie mogłem kontrolować wymiar. Krawędź zewnętrzną wyrównałem heblem rydwanowym.


Kolejny etap to będzie fornirowanie tak walca jak i ramy blatu, ale najpierw trzeba wyrównać krawędzie na właściwy wymiar. Najlepszy do tego celu okazał się Stanley nr 7, jego wielkość gwarantuje możliwość uzyskania płaszczyzny na tych okręgach (zdjęcie z lewej).

Na początek postanowiłem zafornirować wewnętrzną płaszczyznę walca. W kopiowanym stoliku jest tam położony fornir jesionowy, taki też użyję. Oczywiście powinien to być gruby fornir, rzędu jednego milimetra. Szczęśliwie znowu jest moda na obklejanie drzwi fornirami, tym razem obłogami (przed laty także to robiono i używano cienkich fornirów, co dawało dosyć koszmarne efekty) i w związku z tym są one w sprzedaży. Obłóg, który kupiłem ma grubość 1,5 mm i po wycyklinowaniu, wyszlifowaniu będzie miał właściwą grubość. Klejenie wykonuję metodą tradycyjną stosując klej skórny. Szczęśliwie moja duża płyta grzejna daje się wygiąć i mogę jej użyć. Pewnym problemem było uzyskanie docisku. Szczęśliwie miałem dwie cegiełki, które mi zostały z klejenia walca i bardzo mi się teraz przydały. Szkoda, że wcześniej o tym nie pomyślałem, mogłem specjalnie wyciąć kilka dodatkowych (może te zapiski pomogą mi w przyszłości być bardziej przewidującym). Poradziłem sobie sporym zestawem ścisków i klejenie poszło dobrze (zdjęcia z prawej).

Zabrałem się do ramy blatu, dokleiłem trzecią warstwę i trzeba było wyrównać krawędzie. Zacząłem od zewnętrznej, była ona już wcześniej wstępnie wyrównana i należało tylko doprowadzić tę ostatnią warstwę do poziomu poprzednich oraz zrobić rzecz bardzo ważną, a to mianowicie uzyskać kąt prosty krawędzi zewnętrznej. Mam wrażenie, że czystość krawędzi w dawnych meblach jest jednym z najważniejszych elementów. Krawędź musi być płynna, założone profile muszą być utrzymywane, jeśli nie jest to spełnione mebel traci wyrazistość bryły. Użyłem hebla Stanley No 5 z zamontowaną prowadnicą Stanley No 386 i wyprowadziłem krawędź (zdjęcie z lewej). Nie było to zbyt wygodne, ponieważ ten hebel i prowadnica są jednak proporcjonalnie za duże w stosunku do tej ramki. Pomyślałem sobie, że chyba jednak warto byłoby kupić specjalny do tego celu hebel Stanley No 95 (info).

 Odłożyłem na bok walec - klej powinien porządnie wyschnąć, myślę, że pełne utwardzenie się następuje mniej więcej po tygodniu. Wrócę na chwilę do walca następnego dnia by obciąć naddatki forniru wystające poza krawędź, zawsze staram się to zrobić w takim momencie, gdy klej jest już podeschnięty, ale nie jest zbyt twardy, bowiem wtedy jest bardzo trudno go ciąć a i narzędzia się bardzo tępią.
Następnie za pomocą znacznika (Stanley No 97) wyznaczyłem linię krawędzi wewnętrznej. Do wyrównanie krawędzi wewnętrznej użyłem hebla ośnika (Stanley No 151), który ma półokrągłą stopę. Bardzo ważne okazało się wstępne docięcie nożem w miejscach połączeń listew (zdjęcie z lewej), nie udawało mi się unikać zadzierania w przypadku pracy w kierunku niezgodnym z usłojeniem. Ten hebel ma bardo szeroką szczelinę i nawet z minimalnie wysuniętym nożem tnie bardzo agresywnie. Na koniec przetarłem tę krawędź papierem grubości 40, nie tyle by wyrównać ile by podrapać powierzchnię, ze względu na szerokość tej krawędzi, 5 mm, nie było sensu używać heble zębaka (a dokładnie noża z tego hebla).

Mogłem zatem przystąpić do fornirowania ramy blatu. Na rysunku z prawej pokazane są krawędzie, które będą fornirowane, kierunek usłojenia i kolejność fornirowania. Numery 1, 3 i 4 to będzie fornir mahoniowy, numer 2 to jesion. Fornir mahoniowy to obłóg, który jest dostępny z takiego samego powodu jak fornir jesionowy (patrz powyżej). Oczywiście ten obłóg mahoniowy to nie jest taki typ mahoniu, jakiego używano w osiemnastym wieku. Używane w tamtym okresie prawdziwe (botanicznie Swietenia spp.) mahonie z Ameryki Środkowej są praktycznie niedostępne, można ewentualnie kupić cieniutkie forniry zupełnie bezużyteczne dla mnie. Mahoń, który kupiłem to najprawdopodobniej gatunek afrykański, piszę najprawdopodobniej, ponieważ sam importer nie jest pewien, co sprzedaje.

Fornirowanie wewnętrznej krawędzi ramy wykonałem jednym paskiem obłogu. Kleiłem klejem skórnym na ciepło. Zdecydowałem się na ten klej, ponieważ jest akurat bardzo ciepło i wilgotno (koniec lipca 2005) i nie ma obawy, że klej będzie się źle zachowywał. Kleiłem fragmentami około 30-to centymetrowymi. Po nałożeniu kleju i dociśnięciu fiksowałem koniec danego odcinka ściskiem (zdjęcie z lewej) i mocowałem klejone powierzchnie do siebie taśmą malarską. Nie zdejmowałem ścisku, konieczne było odchylenie obłogu by nałożyć klej na następny odcinek, a to chroniło przed oderwaniem dopiero co przyklejony fragment (przylepiec mógł nie utrzymać). Po nałożeniu kleju i dociśnięciu na kolejny odcinek przenosiłem ścisk.

Połączenie (jedyne na całym obwodzie) wykonałem po skosie, jest to bardzo wygodne z dwu powodów. Po pierwsze, takie połączenie jest o wiele mniej widoczne niż połączenie prostopadłe do krawędzi. Po drugie, w przypadku niedoskonałości linii cięcia mam możliwość dociśnięcia (mam 2 mm zapasu na szerokości). Aha, do cięcia tego obłogu (podobnie jak i innych) nadają się tylko piły, a dokładnie piły z bardzo małymi zębami, ja najchętniej używam Dozuki.
Fornirowanie krawędzi zewnętrznej blatu to kolejny etap. Zastanawiałem się przez chwilę jaką technologię wybrać, w przypadku krzywych powierzchni nigdy nie jest to oczywiste. Najlepsza jest, oczywiście, technika na ciepło klejem skórnym, nie było tylko jasne jak uzyskać docisk. I wpadłem na pomysł wykorzystania walca-cargi stolika do uformowania płyty grzejnej, bez tego docisk krawędzi blatu byłby bardzo trudny, jeśli w ogóle możliwy (zdjęcie z lewej).

Przed zafornirowaniem ostatniej krawędzi blatu stolika wykonałem otwory na kołki pozycjonujące blatu. W tym stanie prac było to bardzo proste, po właściwym ustawieniu ramy blatu na cardze, wywierciłem otwory z góry, na wylot poprzez ramę na odpowiednią głębokość w cardze. Rzecz, na którą warto zwrócić uwagę to sposób zaflekowania otworu od strony, gdzie będzie kładziony fornir. Wydawałoby się, że najprostszym rozwiązaniem będzie wklejenie kołka, nie jest to dobry sposób. Źle ze sobą współpracują kawałki drewna o przeciwnych kierunkach włókien, jest duża szansa na to, że po jakimś czasie w miejscu takiego zakołkowania pojawi się wypukłość. Stąd też w takich sytuacjach wykonuję flekowanie zgodne z kierunkiem usłojenia.

2005©2017
  Zb. Roman