Nie jest jasne, jakie jest drewno podkładowe nóg w oryginalnym stoliku. Myślę, że wysoce prawdopodobne jest, że jest to dębina, była ona często stosowana w tym czasie w konstrukcjach meblowych, jej zaletą zastosowania jako drewna na nogi jest znaczna stabilność mechaniczna. Mam w swoich zapasach bardzo dobry materiał, stare, dosyć zwietrzałe baliki dębowe. Taki stara dębina jest bardzo dobra, mechanicznie ciągle jest bardzo wytrzymała a jednocześnie nie ma w niej już żadnych naprężeń wewnętrznych - po rozcięciu balika na wymiar potrzebny na nogi nie nastąpiło żadne odkształcenie.

 To wstępne rozcięcie zrobiłem u MK i KT na pilarce, ale już docięcie do formy trapezowej wykonałem ręcznie. Następnie wyprowadziłem heblem powierzchnie i ofornirowałem (klejem skórnym na ciepło, inf.) kolejno płaszczyzny nóg.
Stolik - gablota ekspozycyjna
         część 2
Czas było wrócić do bębna-cargi, trzeba zafornirować zewnętrze. Aby zająć się tym muszę wykonać jeszcze jeden drobny element konstrukcyjny. Otóż dolna krawędź cargi ma następującą konstrukcję (rysunek poniżej).

Jest to, oczywiście, mój domysł na podstawie tego, co widać z zewnątrz. W moim bębnie nie ma ciągle wręgu na umieszczenie dna. Można by ten wręg po prostu wyfrezować, ale współczesną frezerką elektryczną a ja takich narzędzi nie używam. Można by wykonać kolejny hebel, tym razem kątnik z półokrągłą stopą i wykonać wręg, ale byłoby to bardzo uciążliwe (przeciwstawne kierunki usłojenia na złączach!). Wybrałem rozwiązanie inne: doklejenie jeszcze jednej warstwy na obrzeżu bębna, która utworzy wręg.

Najwygodniej będzie mi wykonać tę dodatkową warstwę pasując się do dna. To dopasowywanie się jest moim nawykiem z wykonywania uzupełnień w konserwowanych obiektach i nawet wtedy, gdy, tak jak w tym przypadku, buduję całość od początku to wolę dokładać do istniejącego fragmentu następny niż robić elementy oddzielnie i z nich składać całość. Taki sposób postępowania ma jeszcze tę zaletę, że pozwala kompensować wszystkie nierówności, jakie się pojawiają. Moja carga nie jest idealnym okręgiem, odstępstwa są rzędu 2 mm, gdybym następne elementy robił spod cyrkla to pojawiłyby się spore szpary. Stosując strategię dokładania mogę te nierówności korygować. Mam wrażenie, że ta technika także była stosowana w dawnych czasach, przekonuję się o tym analizując konserwowane meble (inf.).

I tak, kolejnym etapem stało się wykonanie dna. Tak jak w oryginalnym stoliku wykonam je z drewna brzozy. Pierwszy etap to sklejenie deseczek, a następnie wycięcie okręgu. Deseczki dna skleiłem wzdłuż na styk bezprofilowy, tak, jak to zwykle było robione, użyłem kleju Titebond (inf.).

Gdy miałem już dno gotowe to zamontowałem je centrycznie na cardze (wystarczyły trzy małe gwoździki) i mogłem docinać i doklejać dodatkową warstwę dla utworzenia wręgu (zdjęcie z prawej). Krawędź blatu okleiłem przylepcem by się przypadkiem nie przykleił.

Gdy zobaczyłem jak to finalnie wygląda to uświadomiłem sobie, że istnieje pewne niebezpieczeństwo. Otóż, carga ma grubość 20mm, doklejana listewka ma 10mm, niebezpieczeństwo może polegać na tym, że gdyby nastąpiły jakieś ruchy drewna (w wyniku zmian wilgotności) to dno mogłoby wypchnąć tę dosyć wąską listewkę i nie ma tu znaczenia to, że jest to doklejona listewka, to samo stałoby się gdyby to był wręg wykonany w cardze. Postanowiłem, zatem zmodyfikować to rozwiązanie montażowe i wykonać wręg na krawędzi dna, tak by krawędź dna weszła do wnętrza cargi i uzyskała dodatkowe podparcie, ilustruje to rysunek z prawej.

Pomyślałem sobie, że możliwe jest jeszcze inne rozwiązanie konstrukcji tej krawędzi (patrz rysunek z prawej). Ciekawe jak to jest zrobione w oryginale, podejrzewam, że ta ostatnia możliwość jest najbardziej prawdopodobna, jest to też najczystsze rozwiązanie. Chociaż, z drugiej strony, jest tu niebezpieczeństwo wynikające z paczenia się dna, w takim przypadku nie ma ono żadnego podparcia i w efekcie może wręcz wypaść. Rozwiązaniem byłyby kołki wbite z zewnątrz poprzez ściankę cargi. Zastanawiam się, dlaczego to rozwiązanie nie przyszło mi do głowy jako pierwsze (wymyśliłem je dopiero teraz, pisząc te zapiski, jednak warto!). Może jakiś nawyk, że dno przychodzi od dołu (jak w szufladach), że jest we wręgu (jak plecy), zostanę przy swoim zmodyfikowanym rozwiązaniu.

Wyrównanie, wygładzenie brzozowego dna jest możliwe tylko za pomocą cykliny, nie znam innego sposobu dania sobie rady z pokręconymi włóknami drewna. Mimo to, że starałem się w czasie klejenia deseczek tworzących dno ułożyć je tak by kierunki usłojenia były zgodne, to i tak nie jest możliwe użycie hebla, włókna zmieniają kierunek w obrębie poszczególnych deseczek i hebel powoduje straszliwe zadziory. Szczęśliwie mam hebel-cyklinę Stanley No. 112 (inf.).

 Ogólne wyrównanie wykonałem tym heblem ustawionym na dosyć duży wiór, by uniknąć zadzierania (także w tym przypadku jest taka groźba!!) pracowałem głównie pod kątem 45° do kierunku włókien lub wręcz prostopadle. Następnie, już o wiele mniejszym wiórem, pracując wzdłuż włókien, finalnie wygładziłem dno. W niektórych momentach musiałem też sięgnąć po zwyczajną ręczną cyklinę, inaczej nie dałbym sobie rady z wygładzeniem miejsc przenikania się przeciwnych kierunków włókien drewna.
Pracując zastanawiałem się, jaki mógł być powód tego, że tak często stosowano drewno brzozowe w miejscach, które nie wymagały tego z powodów estetycznych (a z powodów technologicznych są właściwie same przeciwwskazania). Przecież to dno mogłoby być sosnowe, o wiele łatwiejsze w obróbce. Szacuję, że na wykonanie takiego brzozowego dna potrzeba pięciokrotnie, a może i więcej, czasu w stosunku do sosnowego. Właściwie jedyna odpowiedź, jaka mi przychodzi na myśl, to popis wykonawczy. Myślę, że właściwie w każdej dziedzinie działalności, wśród osób ją uprawiających, tworzy się specyficzny rodzaj wewnętrznego kodu a także standardów wykonawczych, które są używane do formułowania ocen jakości wytworu. Dla zwyczajnego użytkownika, tak dawnego jak i obecnego, zupełnie bez znaczenia jest to, że dno tego stolika jest wykonane z brzozy, chociażby dlatego, że może je podziwiać tylko w przypadku, gdy wejdzie pod stolik lub, gdy go odwróci do góry nogami, nie ma żadnych powodów by czynił jedno bądź drugie. Ebenista, gdy będzie oglądał stolik i zastanawiał się nad klasą roboty obejrzy stolik ze wszystkich stron, dno sosnowe nie zrobiłoby na nim wrażenia. Dno dębowe zrobiłoby wrażenie ze względu na cenę materiału, a to robi wrażenie ze względu na trudność obróbki. Ja mógłbym użyć sklejkę, nawet brzozową, odpowiednio wykończona nie byłaby rażąca, ale uważałbym to za dyshonor, za ucieczkę przed trudnością i okazją do popisu właśnie.
W czasie fornirowania nóg i ramy blatu zauważyłem, że ten fornir mahoniowy wciąga znaczne ilości kleju. Jest to zwykła właściwość fornirów uzyskiwanych za pomocą noża a nie ciętych piłą (inf.), ale ten mahoń był wyjątkowo chłonny. Moją reakcją było nakładanie większej ilości kleju niż zwykle, nie stanowiło to żadnego niebezpieczeństwa w przypadku nóg, ale mam właśnie do zafornirowania cargę stolika. Tu już nie jest to takie obojętne, zbyt gruba warstwa kleju, którego nie będę w stanie wycisnąć w trakcie grzania/docisku może spowodować deformacje powierzchni forniru czy też wręcz całej cargi. Postanowiłem więc zaimpregnować fornir przed klejem. Impregnację zrobiłem 10% klejem skórnym, obustronnie nasączałem docięte na odpowiednie kawałki fornir i wygrzałem je między dwoma płytami grzejnymi w prasie, po około dwu godzinach zdjąłem górną płytę i odczekałem aż powierzchnia nie będzie lepka, dalej postępowałem analogicznie do sposobu, który stosuję w przypadku odzyskiwania starego forniru (inf.). Tak spreparowany fornir (zdjęcie z prawej) był o wiele sztywniejszy, co okazało się także bardzo wygodne w czasie wyrównywania krawędzi w trakcie montowania kawałków forniru do klejenia.

Montowałem pasy forniru po cztery kawałki, na tyle pozwala mi rozmiar płyty grzejnej. Jako docisk w trakcie klejenia zastosowałem pasy zaciskowe. Szczęśliwie, te, które mam, są bardzo stare i wtedy wykonywano je z tkaniny bawełnianej, stąd są stosunkowo mało rozciągliwe i pozwalają uzyskać znaczny docisk.

Mam zatem ofornirowane wszystkie powierzchnie i trzeba się zabrać za wykańczanie powierzchni. Uświadomiłem sobie, że nie jest to w tym przypadku wcale takie proste. Od początku było dla mnie oczywiste, że wewnętrzną powierzchnię trzeba finalnie wykończyć przed zamontowaniem dna, później będzie to bardzo niewygodne zajęcie. Prostsze byłoby także wykończenie zewnętrznej powierzchni cargi przed doklejeniem listewek wykańczających górną i dolną krawędź. Problem jednak w tym, że tych listewek nie da się zapoliturować przed przyklejeniem (co jest zwykła praktyką w przypadku, przykładowo, gzymsu szafy) a oznacza to, że trzeba je zamontować na ich miejscu i dopiero wtedy wykańczać zewnętrzną powierzchnię cargi, co czyni tę operację bardziej kłopotliwą niż mogłaby być. Wykończenie wykonam techniką politury szelakowej (inf.).

Wewnętrzna powierzchnia w oryginalnym stoliku jest dosyć paskudnie pomazana (bo trudno to inaczej nazwać) czerwoną politurą, najwyraźniej pozostałość po jakimś remoncie. Oczywiście nie będę tego powtarzać. Myślę, że od strony wewnętrznej zastosowano fornir jesionowy po to by wnętrze było jasne, by sprzyjało ekspozycji i stąd ciemna tonacja nie wchodzi w grę. Moim zamiarem jest wykonanie politury o lekkim łososiowym zabarwieniu, jakie zwykle spotykam na meblach jesionowych z tego okresu. I tak też zrobiłem (zdjęcie z prawej).

Już wcześniej przygotowałem sobie kawałek stolikowego forniru mahoniowego do opracowania sposobu wykończenia powierzchni. Moim celem jest uzyskanie specyficznego wyglądu mahoniu charakterystycznego dla tego drewna pochodzącego z Hondurasu, a taki właśnie mahoń był powszechnie używany na przełomie XVIII i XIX wieku. Zdjęcie z lewej przedstawia mój wzorzec.

Z doświadczenia wiem, że dobrym sposobem jest zastosowanie kwasu azotowego, powoduje on specyficzne zmacerowanie powierzchni, jej przebarwienie i utwardzenie. Pytanie tylko, jakie stężenie zastosować w tym przypadku. Zdjęcie z prawej strony ilustruje efekty pierwszego etapu testów.

 Pole B zostało potraktowane kwasem 65%, D takim kwasem rozcieńczonym 1:1 wodą, F pozostało w stanie wyjściowym. Jak widać potraktowanie kwasem spowodowało duża różnica w wyglądzie powierzchni, nabrała ona żółtawego zabarwienia i usłojenie jest o wiele mniej widoczne, nie widać natomiast różnic między polami różniącymi się stężeniem kwasu. Następnie sprawdziłem, jaki będzie efekt, gdy powierzchnia zostanie pokryta roztworem szelaku. W tym celu położyłem kilka warstw z pędzla, efekt na polach A, C i E, które wcześniej były potraktowane kwasem analogicznie do pól sąsiadujących w poziomach. Ujawniły się różnice między polami A i C. Na polu A, potraktowanym wyższym stężeniem kwasu, słoje są lepiej zaakcentowane niż na polu C, pole E, bez kwasu, przypomina typowy pasiakowy mahoń na meblach kowalskich (tak kiedyś popularnych). Mój wybór, na tym etapie, jest dosyć oczywisty: pola A jest najlepsze, widać na nim charakterystyczny układ pasów, ogólną żółtawą tonację. Na tym jednak nie poprzestanę. Powód jest następujący, w miarę dokładania politury powierzchnia będzie jaśniała, już teraz jest dosyć jasna, brakuje na niej brązu i trzeba go dodać.

Drugi etap testowania wykończenia to dobarwianie powierzchni. Możliwości są dwie: dobarwienie powierzchni przed politurą i w trakcie politurowania. Efekty na zdjęciu z lewej strony. Pole C zabarwiłem wodnym roztworem kryształków brązowej bejcy torfowej (inf.), pola A i D bejcą spirytusową Noce antico (inf.), po wyschnięciu całość, poza polem F, pokryłem kilkoma kolejnymi warstwami roztworu szelaku. Tak w naturze, jak i na zdjęciu, najlepiej wygląda pole C. Zatem plan wykańczania powierzchni opracowany.

Jak już tak krążyłem wokół szczegółów wykańczania to pomyślałem także o tkaninie na dno. I tak, na miesiąc przed terminem oddania stolika, skontaktowałem się z zamawiającym by dowiedzieć się, jaki chce mieć kolor tkaniny na dnie stolika. No i okazało się, że ma być zupełnie inaczej, nie ma być żadnej tkaniny, oni sami będą sobie kłaść taką tkaninę, jaką będą chcieli a dno ma być „z ciemnego drewna". Uwielbiam tak sformułowane życzenia, zirytowało mnie to. Mam zrobić coś niezgodnego ze sztuką, z charakterem mebla, który robię. Zrobiłem szybką kalkulację. Mógłbym zacząć dyskutować, robić naciski, ale zajęłoby to kilka dni, w tym czasie prace przy stoliku leżałyby odłogiem, bowiem by kontynuować muszę najpierw wkleić dno (całe szczęście, że tego jeszcze nie zrobiłem!), a termin skończenia jest absolutnie nieprzekraczalny (wystawa!). No cóż, postanowiłem natychmiast położyć fornir na dnie, mahoniowy, taki sam, jakim kryty jest stolik. Będzie to dziwaczne, ale zawsze będzie można położyć tkaninę. Szkoda tylko, że zapewne będzie to kawałek tkaniny położonej luźno na dnie a, tymczasem, powinna to być tektura obciągnięta tkaniną i przyklejona do dna, będę próbować jeszcze uświadomić to zamawiającemu.
Z pewnymi kłopotami przykleiłem fornir, tradycyjnie, na klej skórny, na ciepło. Kłopoty brały się stąd, że dno jest za duże bym mógł kleić w mojej prasie i musiałem sięgnąć po kłopotliwe rozwiązanie polegające na klejeniu na stole i dociskaniu ściskami. Pierwszy raz zastosowałem sposób, o którym już kiedyś myślałem. Rzecz polegała na tym, że na całość naniosłem klej i przyłożyłem zszyty taśmą papierową fornir a ponieważ moje płyty grzejne są za małe by jednocześnie grzać całość to grzałem tyle ile mogłem, przesuwałem płyty i grzałem kolejny fragment. Operacja poszła dosyć gładko, tylko w jednym miejscu powstał niewielki pęcherz klejowy, więc go dodatkowo podgrzałem i wessał się. Najgorsze było przede mną: walka z paczącym się dnem. Oczywiste bowiem było, że dno się spaczy, nie może być inaczej w przypadku tak cienkiej deski jednostronne ofornirowanej i to klejem skórnym (z innymi też byłoby podobnie). Zadanie polegało na zminimalizowaniu tego paczenia się. Postanowiłem przetrzymać przez kilka dni schnący blat w prasie, do tego celu rozmiar prasy wystarczał.
Dno leżało i schło a ja miałem czas na zajęcie się kilkoma drobiazgami, które jeszcze należało zrobić. Do zamocowania szyby w ramie blatu potrzebna jest kit listwa, tak jest w stoliku MN, choć myślę, że oryginalnie mógł tam być kit. Kit listwę wykonałem z trzech warstw obłogu jesionowego a jako kopyto użyłem po prostu ramy blatu i szyby (zdjęcie z prawej). Każda z warstw jest osobnym okręgiem, punkty łączenia są ułożone na mijankę.

W stoliku MN są niewielkie kątowniki u nasady nóg. Oprócz efektu estetycznego, dają wrażenie lepszego optycznego zespolenia nóg z cargą, mają także znaczenie konstrukcyjne - utrudniają ewentualne wyłamanie nóg na boki. Kątowniki te są wykonane z dębiny. Znowu podejrzewam, że nie są oryginalne, powody są dwa. Po pierwsze, standardowo w tego typu meblach stosowane były kątowniki wykonane z mosiądzu, często złoconego. Po drugie, dębina, z której są wykonane kątowniki jest zupełnie nieuzasadniona a, dodatkowo, standard ich wykonania jest zdecydowanie niższy od pozostałych elementów stolika. Ponieważ wykonuję kopię postanowiłem zostać przy drewnianych kątownikach tyle, że z licem mahoniowym, bardzo nie lubię dębiny, która udaje mahoń. Obłóg mahoniowy nakleiłem na deseczkę brzozową (resztki z dna) i wyciąłem kątowniki według wzoru ze stolika MN.

Powróciłem do cargi by wykonać listewkę na górnej krawędzi. Będzie ona z mahoniu, wyoblona ze strony zewnętrznej a od wewnętrznej z ostrymi krawędziami. Najpierw jednak zrobiłem gniazda na zamki. Wykonywanie ich po przyklejeniu listewki byłoby bardzo utrudnione, tak trasowanie jak i samo dłutowanie - mahoń jest bardzo kruchy i są duże szanse na uszkodzenie krawędzi otworu. O wiele łatwiej było, po wycięciu listewki, wypiłować w niej piłką włosową wstępny otwór, który, po przyklejeniu listewki będzie doprowadzony do właściwego rozmiaru.

Wewnętrzną stroną listewki na tym etapie specjalnie nie zajmowałem się, byle tylko był wystarczający zapas na finalne uzyskanie wymiaru, obróbka od strony wewnętrznej będzie możliwa po przyklejeniu całego olistwowania. Dokładnego wykonania wymagała zewnętrzna krawędź listewki, bardzo trudne byłoby uzyskiwanie profilu na przyklejonej listewce ze względu na niebezpieczeństwo uszkodzenia zewnętrznej powierzchni cargi (którą już wyrównałem i wyszlifowałem). Krawędź ta ma być półokrągła i wystawać poza obrys 3mm, tyle samo, co grubość listewki i promień półokręgu. Po wstępnym wycięciu listewki spasowywałem ją docinając zewnętrzną krawędź hebelkiem (Stanley 100) i doszlifowywałem do profilu papierem ściernym przyklejonym do wyprofilowanego klocka. Po uzyskaniu właściwego wymiaru wstępne wyoblenie uzyskiwałem hebelkiem a finalnie wykonywałem profil za pomocą kawałka zwinięte papieru ściernego, jest to bardzo prosty sposób i już wielokrotnie mi się sprawdził (w razie prostej listwy używam odpowiedniego hebla).

2005©2017
  Zb. Roman