Noga - naprawianie naprawianego.
Angielski stolik, nogi „kiwają się", jedna z nich ma odłupany fragment, na szczęście nie zaginął. Widać, że naprawa (a może wręcz naprawy?) już była robiona, widać też, że stosowano jeden z tych okropnych białych klei (inf.).

W takim przypadku jak ten, gdy noga się kiwa, nie ma innego sposobu niż zdemontowanie, ewentualne uzupełnienie, spasowanie elementów i ponowne sklejenie. Można, co prawda, stosować inne sposoby, ale jest to zazwyczaj mniej skuteczne i obciążone pewną aurą podejrzanych zabiegów. Tylko raz zdarzyło mi się, że noga krzesła kiwała się, ale nie sposób było ją zdemontować. Jedynym sposobem było wywiercenie (od wewnętrznej strony) małego otworu a następnie, za pomocą strzykawki z grubą igłą, wpuszczenie do złącza żywicy epoksydowej. Ta żywica była jedyną możliwością (normalne kleje do drewna mają małą wytrzymałość jako wypełniacze) ale jednocześnie jest to dla mnie podejrzany zabieg, ponieważ jest to daleko idącą ingerencja w oryginalną technologię wykonania. Oczywiście tego żywicowego rozwiązania w tym przypadku w żadnym razie bym nie zastosował.
Demontaż nogi przebiegł dosyć łatwo, podważanie bazy nogi łapką japońską, kolejno z każdej strony doprowadziło do jej oddzielenia od korpusu. Zawsze przy takiej operacji trzeba skoncentrować się na wyczuciu tego czy puszcza klej czy też dochodzi do odłupania drewna. Odłupania drewna należy unikać, ale też są sytuacje, gdy jest to konieczne i trzeba się z tym pogodzić.
Widać, że noga była dosyć niestarannie naprawiana, autor naprawy polegał na kleju a nie na dokładności spasowania, która dopiero umożliwia właściwe działanie kleju, no i ten biały klej. Trzeba było pójść dalej z demontażem.

Poszło dosyć łatwo (dzięki białemu klejowi i niedokładnemu spasowaniu!!) i ukazał się cały zakres zniszczeń. By je sobie uświadomoć trzeba się odwołać do techniki konstruowania takich nóg. Otóż zasadnicza część nogi była wykonywana z graniaka, a do niej doklejano w górnej części elementy, które finalnie są  bocznymi skrzydełkami. Ilustruje to rysunek obok.
Można już sobie wyobrazić, co się stało. W wyniku jakiegoś naprężenia (uderzenie?) odłupała się część nogi przechodząca w kołek mocujący, odłupały się także (poza linią oryginalnego klejenia) boczne skrzydełka. Taka rozległość zniszczeń wynika z materiału, z którego noga została wykonana, jest to mahoń typu kubańskiego. Ten materiał jest niezwykle kruchy, łupliwy i każde pęknięcie prowadzi do powstania wielu drobnych drzazg, niesposób to poskładać.

Pozostało wyjąć jeszcze gwoździe, które użyto kiedyś do naprawy. Szczęśliwie udało się je łatwo wybić. Nie zawsze tak jest. Zdarza się, że drewno zasklepia się nad główką gwoździa, która jest zwykle wbijana poniżej powierzchni. Jeśli takie zasklepienie nastąpi to podczas wybijania gwoździa dochodzi do wyłupywania powierzchni drewna. W takim przypadku lepiej jest gwóźdź wbić, w tej sytuacji przeciągnąć go na drugą stronę , niż próbować wybić.

W wyniku demontażu otrzymałem trzy (pomijam wypełnienie środka wykonane z jasnego drewna) elementy nogi: zasadniczy trzon i dwa skrzydełka. Jedno z nich miało płaszczyznę pęknięcia bez ubytków, drugie ze znacznymi ubytkami. Po dokładnym umyciu z resztek kleju można było przystąpić do sklejania i odtwarzania głowicy nogi. Najpierw przykleiłem skrzydełko, które nie miało ubytków w odspojeniu.

Po sklejeniu (zdjęcie powyżej) przystąpiłem do odtworzenia ubytku w środkowej części nogi, która będzie jednocześnie trzpieniem łączącym nogę z korpusem stolika. Jedyną możliwością było wykonanie rowka w środkowej części nogi i wklejenie klocka, patrz rysunek powyżej.

Umocowanie nogi, tak w trakcie wykonywania rowka jak i w trakcie klejenia, jest najważniejszym zadaniem. Pracując z mahoniem trzeba dodatkowo cały czas pamiętać, że jest to bardzo kruchy materiał i że ściski trzeba dociągać z dużym wyczuciem - lepiej trochę mniej niż za dużo. Rowek pod wstawkę wykonałem małym kątnikiem Stanley 92 (inf.).

Pozostało przyklejenie drugiego skrzydełka. Jak widać na zdjęciach powyżej w obszarze tego pęknięcia był spory ubytek. Właściwie są dwie możliwości postępowania w takiej sytuacji. Pierwsza polega na tym, że wyrównuje się obydwie powierzchnie i wstawia między nie zastępczy materiał. Druga, z której skorzystałem w tym przypadku, polega sklejeniu elementów i następnie uzupełnieniu ubytków. Wybrałem to rozwiązanie, bowiem istniały punkty styczne między elementami, ale także dlatego, że nie mam wystarczającej ilości odpowiedniego materiału. Mahoń kubański można pozyskać tylko ze starych elementów (niezmiernie trudno jest je znaleźć) a praktycznie nie sposób zastąpić go jakimkolwiek współcześnie dostępnym mahoniem.
Klejenie, do którego zmierzam, jest możliwe do zrealizowania tylko pod warunkiem bardzo pewnego ustawienia klejonych elementów względem siebie. Wykorzystałem do tego ścinek płyty wiórowej, który stanowi bazę dla powierzchni, która będzie się stykać z korpusem stolika.

Zielony ścisk (zdjęcie z prawej) dociąga nogę do bazy klejenia, w miejscu, gdzie może wypłynąć klej przykleiłem przylepiec foliowy by baza nie przykleiła się do nogi.
Do klejenia zostosowałem klej poliuretanowy Timber Max, jedyny ze znanych mi, który nadaje się do tego typu klejenia.
Z przylepca papierowego wykonałem "zawias" łączący klejone elementy i jednocześnie pozycjonujący je względem siebie. Po nałożeniu kleju ściskiem docisnąłem do siebie klejone elementy. Dociśnięcie elementów musi być pewne bowiem klej poliuretanowy pęcznieje w trakcie schnięcia i mógłby odsunąć od siebie klejone elementy.
Dolny ścisk na fotografii z prawej pełni jedynie funkcję pomocniczą, przytrzymuje listewkę, która jest punktem zaczepienia dla ścisku, który dociąga klejone elementy. Tworzenie takich pomocniczych konstrukcji jest podstawowym sposobem jaki znam i stosuję w przypadku klejenia wyoblonych elementów.
No i przyklejone. Jak widać klej powychodził we wszystkich miejscach gdzie elementy nie przylegały do siebie ściśle, można mieć także pewność, że wszystkie wolne przestrzenie między elementami zostały szczelnie wypełnione przez piankę.

Kolejny etap to uzupełnienie ubytków w powierzchni nogi. Można by uzupełnić szczelinę drewnem, ale w tym przypadku zdecyduję się raczej na uzupełnienie szpachlą i to z dwu powodów. Po pierwsze, bardzo trudno byłoby znaleźć odpowiedni kawałek drewna a następnie ujednolicić go kolorystycznie. Po drugie, do uzupełnienia są także otwory po gwoździach, ich uzupełnienie drewnem w ogóle nie wchodzi w grę.

Uzupełnnienia drobnych ubytków w powierzchni nogi zostawiłem zatem do etapu finalnego wykańczania. Póki co trzeba było zrobić klocek wypełniający przestrzeń między skrzedełkami bocznymi góry nogi. Oryginalny klocek był w bardzo złym stanie. Być może próbowałbym go reanimować  (byłoby to dosyć skomplikowane) gdyby pełnił on jedynie funkcję dekoracyjną ale pełni bardzo ważną funkcję konstrukcyjną; wzmacnia głowicę nogi ale także, co ważniejsze, stanowi znaczną część powierzchni spajającej nogę ze stolikiem. Kołek połączeniowy właściwie tylko pozycjonuje nogę a nie ją mocuje, mocowanie jest właśnie poprzez przyklejenie górnej powierzchni nogi.
Na zdjęciu z lewej noga już finalnie wykończona. Widoczne są uzupełnienia otworów po gwoździach, nie znam sposobu na całkowite zamaskowanie takich wstawek. Dosyć istotnym problemem jest to, że kolor drewna, a dokładnie jego odbiór przez wzrok, zmienia się wraz z nakładaniem politury. Tymczasem kolor uzupełnienia mogę korygować tylko do pewnego etapu wykańczania. Jako ogólny sposób stosuję zasadę robienia wstawki trochę ciemniejszej (ale jednocześnie zróżnicowanej tonalnie) niż otoczenie, jest ona wtedy mniej przyciągająca wzrok, dla mniej wprawnego oka może oznaczać naturalny rysunek a istnieje też możliwość, że z czasem, w związku z blaknięciem barwnika, będzie jaśniejsza.

Podstawowym problemem do rozwiązania w każdym klejeniu elementów jest ich wzajemne ustabilizowanie względem siebie. Zazwyczaj przylepiec (inf.) jest bardzo dobrym rozwiązaniem. Przyklejam go przed rozprowadzeniem kleju, przylepiec tworzy rodzaj zawiasy między klejonymi elementami. Zacisk sprężynowy (na zdjęciu powyżej z prawej strony) ma za zadanie otrzymać płaszczyznę zewnętrzną klejonych elementów. Ścisk środkowy dociska dolną krawędź skrzydełka a ścisk lewy jest podparciem (punktem zaczepienia) dla niego. Skomplikowana to konstrukcja i przygotowuję ją zawsze "na sucho" sprawdzając gdzie elementy nie dochodzą do siebie i przystępuję do klejenia dopiero wtedy, gdy wszystko zadowalająco się zgadza. Cały czas trzeba pamiętać, że obecność kleju spowoduje ślizganie się elementów względem siebie i tym bardziej trzeba być pewnym przygotowanego systemu zaciskowego. W przypadku takiego klejenia stosuję Titebond Alifatic, ma on wystarczająco długi czas otwarcia by unieruchomić klejone elementy a jednocześnie dosyć szybko wiąże uniemożliwiając przemieszczanie się elementów względem siebie.

2005©2017
  Zb. Roman