Listwy mosiężne.
Listwy mosiężne, a właściwie profilowe listwy drewniane obłożone blaszką mosiężną, są jednym z elementów, które w trakcie prac konserwatorskich mogą przysporzyć wiele bólu głowy. Spotykałem je jako wykończenia krawędzi blatów, czy też szuflad, bywają też stosowane jako element dekoracji płaszczyzn mebli. Podstawowym powodem uszkodzeń jest zazwyczaj odspojenie się blaszki od podłoża. Było to o tyle "łatwe", że blaszka była jedynie przyklejana do drewnianego podłoża. Spotykałem się, co prawda, z rozwiązaniem, które polegało na zawijaniu krawędzi blaszki na spodnią płaszczyznę listwy, ale były to zazwyczaj meble wykonywane około roku 1900. Tak zawijane blaszki są także na listwach dostępnych do kupienia obecnie (np. w Arte, inf.), problem z nimi polega na tym, że są oferowane w bardzo ograniczonym zakresie profili.

Z prawej przykład zastosowania półwałka mosiężnego jako oddzielającego elementy płaszczyzn szuflad. Listwa mosiężna była oryginalnie kontynuowana na krawędzi szuflady i, oczywiście, odpadła. Zastąpiono ją listewką z jasnego drewna.

Dosyć długo omijałem zajęcie się problemem odtworzenia listew mosiężnych, nie miałem pomysłu, jak można by je zrobić. Przypadek podsunął mi rozwiązanie, u mojego przyjaciela TM, złotnika, zobaczyłem kiedyś cajzyny, a więc stalowe płytki, w których wykonane są otwory, przez które przeciąga się drut i w ten sposób nadaje się mu kształt otworu. A jeśliby tak wykonać taki profilowy cajzyn tyle, że nie do przeciągania drutu a blaszki? Nieoceniony okazał się tu TM. Wykonał cajzyn, z mosiądzu, nie było potrzeby używać stali, bowiem profile mosiężne były zwykle wykonywane z blaszki o grubości 0,25 mm i takiej też chciałem użyć.

Na zdjęciu z lewej cajzyn, umożliwiający wykonanie dwu profili z blaszki (półwałek i podwójny półwałek) wykonany w płaskowniku mosiężnym. TM wykonał go z płaskownika grubości 10 mm. Profile składane są z dwu elementów. Podyktowane jest to dwoma względami. Pierwszym, banalnym, by wykonanie było łatwiejsze. Drugim, poważniejszym, który ma znaczenie szczególnie dopiero w przypadku bardziej rozbudowanych profili, jest samo kształtowanie listewki mosiężnej. Ale po kolei.

Otwór cajzynu jest tak ukształtowany, że z jednej strony jest półokrągły, oble ukształtowany, a z drugiej jest dokładnie tym profilem, który chce się uzyskać. Ta półokrągła strona to wlot dla paska blaszki, a druga to wylot (zdjęcia z prawej). Okładki cajzynu są łączone śrubami.


Na jednym z końców paska blachy obcinam krawędzie na długości około 3-5 cm, ten koniec zostaje umieszczony między poluzowanymi okładkami cajzynu, możliwie na środku profilu i okładki dociskam śrubami. Mogę przystąpić do profilowania blaszki. TM dał mi możliwość używania jego cybanku, czyli urządzenia (napędzanego ręcznie) do przeciągania przez cajzyn. Jeszcze jedna drobnostka: blaszkę trzeba posmarować woskiem pszczelim by miała poślizg w czasie przechodzenia przez cajzyn. Wąskie profile, ( np. półwałek szerokości 6 mm) udaje mi się wykonać za jednym przejściem przez cajzyn, szersze wykonywałem stopniowo, dwoma a nawet trzema przejściami. Blachę wyżarzałem między przejściami i zmieniałem wielkość docisku (odległość) między okładkami cajzynu.
Technologia profilowania blaszki jest następująca.
Jak już wspomniałem używam blaszki mosiężnej 0,25 mm. Staram się kupić blachę wyżarzoną (ma ona w symbolu towarowym literę R). Można, oczywiście, wyżarzyć normalną blachę, ale mam wrażenia, że ta z R jest podatniejsza na wyginanie. Podczas wykonywania bardziej złożonych profili i tak potrzebne jest wyżarzanie między kolejnymi przejściami blachy przez cajzyn.
Ucinam odpowiedni pasek blachy. Długość jest oczywista. Szerokość ustalałem drogą kolejnych przybliżeń. Rzecz w tym, że pasek blachy nie może być za szeroki, ma wtedy tendencję do zniekształcania się czy też wręcz do „uciekania" z profilu w szczelinę między okładkami cajzynu. Nieznacznie za wąski pasek daje w efekcie dobry profil. "16" na cajzynie z prawej jest oznaczeniem szerokości paska, tak dla pamięci.
W przypadku bardzo szerokich profili (na zdjęciu z lewej profil szerokości 36mm) konieczne okazało się dolutowanie do blachy wzmocnienia, bez tego dochodziło do paskudnych zniekształceń. Dobrą praktyka okazało się także wyżarzanie już gotowego profilu mosiężnego, dzięki temu, że jest mniej sprężysty, łatwiej jest go skleić z drewnianą "duszą" a i w przyszłości, gdy już będzie umocowany na meblu będzie miał mniejszą tendencję do odspajania się.

Kolejny etap to wykonanie listewki drewnianej, która będzie wklejona w mosiężny profil. Jak zauważyłem były one zwykle wykonywane z drewna brzozowego i takie też zazwyczaj stosowałem, ale również olchy używałem czy też orzecha. Nie ma to, jak sądzę, wielkiego znaczenia, najważniejsza jest w sumie łatwość wykonania profilu listwy. Odpowiednie listewki wykonuję heblem profilowym. Na zdjęciu obok przykład takiej listewki, a raczej listewek - robiłem pojedyncze półwałki i szybciej było mi zrobić taką wielowałkową listewkę, a następnie pociąć ją.

Przed klejeniem usuwam benzyną wosk z wewnętrznej strony profilu mosiężnego i przecieram tę powierzchnię dosyć grubym papierem ściernym (ziarno 40 lub 60), by zwiększyć przyczepność kleju. Do klejenia stosuję klej skórny (inf.), dosyć mocny roztwór. Nakładam grubo na drewnianą listewkę i odczekuję chwilę aż stężeje i wkładam w profil mosiężny. Taki pakiet kładę na płytę grzejną, dociskam i włączam grzanie. Gdy klej zacznie wypływać wyłączam grzanie i pozostawiam do wystygnięcia.

Gdy klej wyschnie, zwykle następnego dnia, wyrównuję spodnią płaszczyznę listewki. Jedno to jest wyrównanie drewnianej listewki, ale i blaszka mosiężna też nie jest idealnie równa od spodu. Nie było innego sposobu jak zastosowanie hebelka, najwygodniejszy jest dla mnie mały Stanley 100 (inf.), nóż z łatwością radzi sobie z cieniutką blaszką a dobrze wyostrzony pozwala długo pracować.

Na tym etapie docinam listwy na odpowiednią długość (od spodu robię oznaczenia, gdzie która ma być). Mosiężną powierzchnię listewki, po umyciu benzyną, szlifuję drobnym papierem ściernym (ziarno 300-400) i finalnie poleruję proszkiem pumeksowym. W ten sposób powierzchnia wychodzi nieco matowa, nie ma powodu uzyskiwać lustrzaną powierzchnię. Po przemyciu spirytusem pokrywam powierzchnię werniksem o lekko żółtym zabarwieniu (tzw. goldlack). Wykończone listwy przyklejam do mebla na samym końcu, po wykończeniu powierzchni drewna.

2005©2017
  Zb. Roman