To, co sobie bardzo cenię to to, że ta komoda nie jest poprzerabiany w sposób nieodwracalny, że nie ma znacznych braków (bywają przecież komody, w których brak jest, przykładowo, szuflady), wreszcie, że nie przeszła niszczącego remontu (a za taki uważam remonty, jeszcze nie tak dawno bardzo popularne, polegające na głębokim zeszlifowaniu powierzchni). Remonty, oczywiście, były i nimi się teraz zajmę.
Podejrzewam, że przeprowadzony był jeden remont, który umożliwił dalszą jej normalną eksploatację.

Mosiężna listewka, która była wzdłuż krawędzi szuflad została zastąpiona drewnianą listewką z jasnego drewna. Wybrano takie rozwiązanie zapewne dlatego, że wykonanie odpowiedniej listewki mosiężnej jest dosyć skomplikowane. Wykonujący ten remont poszedł na jeszcze dalsze uproszczenie - listewka jest zlicowana z powierzchnią przednią szuflady, tymczasem byłoby o wiele lepiej, gdyby listewka ta imitowała mosiężny pierwowzór.

Wykonano kilka uzupełnień forniru, na zdjęciu z prawej wstawka w formie trójkąta.

Zostały wyszpanowane pęknięcia w blacie.

Dosyć typowe są uszkodzenia, do których dochodzi w wyniku beztroskiego obchodzenia się z zamkami w meblach. W przypadku tej komody polegało to na tym, że próbowano wysunąć środkową szufladę bez upewnienia się, że rygiel zamka jest całkowicie schowany. W takim przypadku, po jednokrotnym przekręceniu klucza, rygiel był wysunięty i zaczepiał o dolną krawędź górnej szuflady, co powodowało jej uszkodzenia. Na zdjęciach z lewej widać remonty, które zostały wykonane tak od wewnętrznej strony, wstawka sosnowa, jak i zewnętrznej, wstawka forniru.

Nie przyłożono się specjalnie do elegancji mocowań gałek, przykłady z lewej i prawej.

Wokół krawędzi blatu została zamocowana listewka pomalowana na zielono. Jest to dziwne rozwiązanie, ale myślę, że jest proste wyjaśnienie. Oryginalnie była to listwa mosiężna. Takie listwy mosiężne to profil wykonany z cienkiej (0,5 mm) blaszki z drewnianym rdzeniem. W niesprzyjających warunkach, w wyniku mechanicznych uszkodzeń, dochodzi do odpadnięcia mosiężnej blaszki, zostaje drewniana listwa, która ma zielonkawy kolor pochodzący od efektów korozji mosiądzu. Ten kolor uznano wzorzec do naśladowania.

Na koniec tego remontu całość została odnowiona za pomocą lakieru spirytusowego, który był przez wiele lat dostępny w sprzedaży (gdy jeszcze działał tak zwany nieuspołeczniony sektor handlu) w sklepikach z materiałami malarskimi właściwie chałupniczej produkcji. Jest to typowy środek, który dosyć często spotykam, charakteryzował się tym, że miał intensywny wiśniowy kolor, który był nietrwały. Widoczne na zdjęciu z lewej koliste mazy powstały, jak sądzę, w wyniku blaknięcia: te miejsca, które były grubiej pokryte zachowały kolor, cieńsza warstwa straciła kolor. Zupełnie żółte rejony to oryginalna politura odspojona od podłoża w wyniku działania niesprzyjających warunków otoczenia, zapewne wilgoci. Jak więc widać nie zadano sobie trudu (na szczęście!!) usunięcia oryginalnego wykończenia powierzchni przed nałożeniem nowego.

Najwyraźniej po jakimś czasie komoda wylądowała jako wyposażenie piwnicy a może warsztaciku i w czasie tej fazy jej użytkowania także wykonywano naprawy, tym razem już pozbawione jakiejkolwiek finezji. Podstawowym środkiem naprawczym były gwoździe. Przykłady zastosowań na zdjęciach poniżej.

Kiedyś, już dawno, bardzo mnie irytowało takie traktowanie mebli, uważałem to za kompletne barbarzyństwo. Teraz jestem wdzięczny za takie postępowanie, bo przecież alternatywą mogło być tylko kompletne zniszczenie przedmiotu. W ręce barbarzyńcy trafił cywilizowany przedmiot, barbarzyńca potraktował go po swojemu, trudno, ale przynajmniej przedmiot przetrwał i może wrócić do cywilizacji

Robiąc taki przegląd przedmiotu, jak to tutaj opisałem, cały czas jednocześnie patrzę, co jest do zrobienia przy nim. Wiele elementów jest już oczywistych. Lista w tym przypadku jest dosyć długa, najpoważniejsze to uszkodzenia konstrukcyjne. Oba boki komody i blat mają pęknięcia wzdłuż całej długości. Są spore ubytki forniru, na szczęście mam jeszcze trochę analogicznego forniru z odzysku. Brak jest tylnych nóg, trzeba będzie zdobyć kawałek drewna satynowego. Braki listewek mosiężnych nie są specjalnym problemem, technologię mam opanowaną. To podstawowa lista oczywistości do zrobienia.

Są także elementy nieoczywiste. Trzeba będzie wymyślić gałki, metal czy drewno? Jaki model? Odpowiedzi na te pytania są niezmiernie ważne, okucia w meblu bardzo wiele znaczą, uważam, że w przypadku takim, jak ten, należy wybrać możliwie najskromniejsze rozwiązanie (bo to rekonstrukcja) a jednocześnie prawdziwe stylistycznie i warsztatowo. Trzeba także zrekonstruować fragment elementu, który jest pod listwą poniżej dolnej szuflady (zdjęcie poniżej).

Podobnie jak w wielu innych przypadkach, także i w tym, nie da się skorygować wszystkich uszkodzeń.

Przody szuflad (górnej i środkowej) tej komody uległy znacznemu wypaczeniu (zdjęcie z lewej) i nie widzę możliwości skorygowania tego odkształcenia. Pociągnie to za sobą konieczność wymyślenia jakieś sposobu skorygowania złącz boków z przodem szuflady, a może zostawić je takie, jakimi są.

Dna szuflad uległy znacznemu skurczeniu, co, w efekcie, spowodowało wysunięcie się z wręgi w przodzie szuflady (jasny pasek na zdjęciu z prawej). Dno szuflady straciło wręcz podparcie. Korekta tego problemu jest bardzo prosta, wystarczy przesunąć dno do przodu i wejdzie ono na swoje miejsce. Tyle tylko, że najpierw trzeba usunąć kołki mocujące dno do tylnego boku szuflady. Kołków w żadnym razie nie usunę, są zbyt ładne, nawet gdyby mi się udało zrobić równie dobre to wolę oryginały.

Jako pierwszy krok w pracy konserwatorskiej nad tą komodą chciałbym dokonać demontażu korpusu. Byłoby to znacznym ułatwieniem: sklejenie popękań byłoby proste, uzupełnianie ubytków forniru jest o wiele łatwiejsze, jeżeli można skorzystać z prasy. Mam nadzieję, że to się uda.

Przykład lakieru w butelce po napoju Polo-Cocta.
Podstawowy zestaw narzędzi, którego używam do demontażu takiego mebla przedstawia zdjęcie z lewej. Cążki czołowe i szczypce typu mors służą mi bardzo dobrze do wyciągania gwoździ. Mała łapka japońska także może służyć do wyciągania gwoździ, ale jej podstawową zaletą jest szeroka "łopatka", która jest świetna do rozseparowywania elementów. Podobną funkcję spełnia także zwykła łapka ciesielska.

Demontaż komody rozpocząłem od zdemontowania pleców. Poszło to dosyć łatwo, kołki, które były oryginalnie użyte do zamocowania pleców w większości były połamane bądź obluzowane. Problem, jak zwykle, stanowiły gwoździe, które były wtórnie użyte do wzmacniania konstrukcji. I znowu, szczęśliwie, użyte zostały gwoździe typu sztyfciaki, z małymi główkami (zdjęcie z prawej). W związku z tym zastosowałem technikę polegającą na tym, że przeciągałem deskę pleców przez gwóźdź. Ten sposób powoduje mniejsze uszkodzenia niż wyjmowanie gwoździ przed odjęciem pleców, w którym to przypadku najpierw trzeba wykonać podejście do gwoździa (czyli wykonać małe wgłębienie w desce), by możliwe było uchwycenia gwoździa a następnie łatwo jest uszkodzić deskę już w trakcie samego wyciągania gwoździa.

Kolejny element, który należało zdemontować to listwy dzielące między szufladami. Najpierw jednak trzeba wysunąć prowadnice szuflad, taka jest standardowa konstrukcja i tak też jest w tym przypadku. Wysuwanie prowadnic, jak zwykle, zrealizowałem za pomocą ścisków rurowych (zdjęcie powyżej). Jest to najlepszy sposób, daje się płynnie wysuwać prowadnicę (nigdy nie były klejone by dać możliwość swobodnego pracowania desce boku mebla). Nie jest konieczne całkowite wysunięcie prowadnicy, wystarczy tyle, by zmieściła się deska dzieląca szuflady (zdjęcie z prawej).
Uwaga! Na tych zdjęciach, i kolejnych, komoda jest jest odwrócona do góry nogami.

Po zdemontowaniu listew dzielących odpadł fragment jednego z boków (zdjęcie z prawej). Ujawniła się konstrukcja pudła komody, dosyć nietypowa (pierwszy raz z czymś takim się spotykam a i w literaturze nie natknąłem się). Rzecz w tym, że zazwyczaj boki komody są łączone z blatem, także dnem, na wczepy, te połączenia są maskowane listwami okalającymi blat i dolną krawędź pudła komody.

W tym przypadku (patrz także zdjęcie z lewej) konstrukcja jest zupełnie inna. Do blatu komody (od spodu) została przyklejona deska, do niej zamocowano beleczkę, wzmacniając klejone połączenie kołkami i do tak uzyskanej dosyć dużej powierzchni przyklejono bok komody. Analogicznie zamocowano bok komody do ramiaka spodu komody.

Ten demontaż poszedł dosyć łatwo. Optymistycznie także oceniam możliwości remontowe: spękania blatu i boków da się dobrze skleić i nie będzie problemów z ponownym zmontowaniem. Mogłoby to być trudniejsze w przypadku konstrukcji wczepowej, bowiem wtedy, po sklejeniu blatu czy boków, mogłoby dojść do przesunięcia wczepów względem siebie.

W czasie demontażu, jak zwykle, zbierałem wszystkie, nawet najmniejsze kawałeczki forniru i elementów konstrukcyjnych, bardzo się później przydadzą. Spora dokumentacja fotograficzna zastępuje mi opisywanie elementów, które zostały rozłączone.

Wyciągnąłem także trochę gwoździ, którymi komoda była wzmacniana. Większość gwoździ pozostała w jeszcze na swoich miejscach. Ten demontaż, jak na razie, nie dostarczył mi wielu ciekawych gwoździ czy też wkrętów. Jak widać na zdjęciu obok w większości były to zwyczajne papiaki (prawa kolumna) i tylko jeden stary gwóźdź (na samym dole w lewej kolumnie).

2005©2017
  Zb. Roman