Nie mam jednego ulubionego kleju, który bym stosował w każdej sytuacji. Polegam na tych, które mi się sprawdziły w zastosowaniu do pewnych zadań. Kryteria, które stosowałem, i stosuję, dają się sprowadzić do łatwości użycia w danym zastosowaniu i trwałości uzyskiwanego połączenia.

Kleje
Klej skórny
Tradycyjny klej stolarski. Współcześnie dostępny głównie w postaci granulek. Wymaga namoczenia i następnie podgrzania w łaźni wodnej by można było go używać. To sprawia, że jest dosyć niewygodny w użyciu. Przeszedłem kilka etapów radzenia sobie z problemem grzania tego kleju. Zacząłem od wersji garnek w garnku, prawdziwa mordęga; gdy używałem emaliowanego to pozostawiony zasychający klej odrywał emalię odsłaniając stal a to, jak przeczytałem, źle wpływa na jakość kleju. Alternatywą był aluminiowy garnek, ale znowu wyczytałem, że aluminium źle wpływa na jakość kleju. By się pozbyć tych problemów przez wiele lat używałem szklanego słoika, jako naczynia z klejem, zanurzonego w garnku z wodą. Było to dosyć dobre rozwiązanie, tylko parę razy (jakiś mały błąd) słoik mi pękł.

Ostatnio jako naczynia na klej używam plastykowych pojemników (zazwyczaj wymagają obcięcia) i jest to zdecydowanie najlepsze rozwiązanie. Używam dosyć dużego garnka z wodą, do którego wstawiam pojemnik z klejem. Duży garnek ma tę zaletę, że im więcej wody tym jest ona lepszym buforem temperatury, nie ma zbyt gwałtownego nagrzania a i schładzanie jest powolne. W czasie używania kleju garnek z wodą, a w nim naczynie z klejem, cały czas stoi na elektrycznej kuchence z termostatem nastawionym tak, by temperatura wody wynosiła około 50 stopni.

Podstawowym zastosowaniem tego kleju jest dla mnie fornirowanie (inf.), oczywiście na gorąco. Używam go także do przyklejania odspojeń oryginalnego forniru jak i niewielkich uzupełnień.
Klej skórny podlega psuciu się (przecież jest to białko), ale zdarza mi się to niezmiernie rzadko, jeżeli już to pojawia się pleśń na jego powierzchni. Najczęściej, po prostu, zasycha. W takiej sytuacji zalewam go wodą i pozostawiam do napęcznienia.

Klej króliczy
Jest analogiczny, w zakresie technologii przygotowania, do kleju skórnego. Ma także podobne właściwości klejące z tym, że jest o wiele delikatniejszy, ma większą płynność. Kleju króliczego używam do prac pozłotniczych i do robienia farb.
Ten klej w roboczej postaci jest o wiele bardziej od skórnego podatny na psucie się. W związku z tym zazwyczaj przygotowany klej trzymam w lodówce. Jeśli mam wątpliwości, czy przypadkiem nie popsuł się (latem, przy wyższych temperaturach, wystarczy kilka godzin poza lodówką) to wstawiam go do lodówki. Jeśli żeluje to znaczy, że jest dobry, a jeśli pozostaje w stanie wodnistym to znaczy, że nie nadaje się użycia.

Klej, który zawsze staram się mieć pod ręką i bardzo rzadko używam. Jest to klej poliuretanowy (www.bison.net), w czasie utwardzania przechodzący od konsystencji bezbarwnego żelu do białej pianki, a jednocześnie znacznie zwiększający w tym czasie swą objętość. Uważam go za idealny w przypadku klejenia elementów ze znacznymi ubytkami, których nie sposób uzupełnić, czasami tak się zdarza. Innym przykładem może być krzesło, które kiedyś remontowałem. Było ono tak skołatkowane, że jedyną szansą było nasycenia całości żywicą epoksydową. Sklejenie tak spreparowanych elementów było możliwe tylko za pomocą tego kleju.
Wad
ą, jeśli można to tak nazwać, tego kleju jest dosyć duże opakowanie, a, po rozpoczęciu tuby, klej w niej zawarty może się łatwo utwardzić. Sposobem na to jest bardzo precyzyjne zamykanie wylotu i chronienie kleju przed wilgocią.

Bison PU Max Timber Thixotropic
Klej na bazie PVAc (www.racoll.de) z kilkuminutowym czasem otwarcia i kilkunastominutowym czasem schnięcia. Byłby to bardzo użyteczny dla mnie klej gdyby nie to, że ma dosyć dużą gęstość - trzeba bardzo mocno dociskać klejone elementy i mają one bardzo silną tendencję do przemieszczania się względem siebie. Używam go głównie ze względu na chęć zaoszczędzenia kleju Titebond, ten klej jest o wiele tańszy i znacznie łatwiej dostępny.

Rakoll Express
Pod koniec lat 70-tych znajomy przywiózł mi z wyjazdu do USA prezent, była to butelka kleju, właśnie tego kleju. Jak pamiętam wydawał mi się on dosyć dziwny, niepodobny do znanych mi wtedy. O konsystencji wikolu, ale żółtawy, zwracało uwagę to, że zasychał na kamień. Nie sposób było się czegokolwiek dowiedzieć o tym kleju, znajomy też nic nie wiedział poza tym, że jest on w USA powszechnie używany. O tym, co to za klej dowiedziałem się kilkanaście lat temu i wszedł on do mojego żelaznego zestawu klei. Titebond Wood Glue jest klejem na bazie żywicy alifatycznej (www.titebond.com) i jest bardzo wygodny w użyciu. Ma dosyć długi czas otwarcia (5 minut), szybko zaczyna wiązać po złączeniu elementów a całkowity czas wiązania to jakieś 30 minut. Do tego ma znaczne właściwości penetrujące, jest stosunkowo mało lepki: gdy kleję elementy z otworami po kołatkach to klej wypływa z tych otworów nawet, jeśli są znacznie oddalone od miejsca klejenia. Jest to odpowiedź na wiele problemów: klejone elementy nie mają tendencji do przesuwania się względem siebie i sklejone można dalej opracowywać bez zbędnego oczekiwania. Klej, który wypłynął na powierzchnię daje się łatwo usunąć mokrą szmatką i nie plami drewna. Jest to mój podstawowy klej używany do wklejania wstawek z masywu, klejenia pęknięć oryginalnego masywu a także klejenia elementów konstrukcyjnych (gdy nie ma ich zbyt wiele w jednej operacji).

Titebond Wood Glue

Poznałem ten klej jakieś 15 lat temu i od tego czasu zawsze mam go pod ręką. Jest to produkt amerykańskiej firmy Titebond, zgodnie z deklaracją producenta (
www.titebond.com)jest to klej skórny zmodyfikowany tak, by pozostawał w stanie płynnym. Nie wymaga podgrzewania, jest gotowy do użycia prosto z butelki. To naprawdę bardzo wygodny w użyciu klej.
Używam go głównie do klejenia złącz, jest do tego wprost idealny. Ma długi czas otwarcia (10 minut), co pozwala na wykonanie nawet bardzo skomplikowanego montażu. Nie znam innego kleju, którym byłbym w stanie skleić cargę krzesła (wszystkie elementy!) w jednej operacji. Używam go także do przyklejania drobnych fragmentów forniru, gdy akurat nie mam pod ręką gotowego kleju skórnego.
Bardzo ważną zaletą tego kleju jest to, że nie plami drewna, nie uszkadza powierzchni zapoliturowanych i daje się bardzo łatwo usuwać z tych miejsc, gdzie nie powinien być.

Płynny klej skórny.
Stanowczo unikam wszelkich klei na bazie polioctanowej, czyli białych klei powszechnie współcześnie dostępnych. Nie będę ich wymieniać z nazwy, ale łatwo jest je rozpoznać po białym kolorze i kwaśnym, octowym zapachu. Jak wynika z moich obserwacji kleje te bardzo słabo wnikają w drewno i, co ważniejsze, chyba nigdy nie twardnieją. Spotykam się z nimi w trakcie przeprowadzanych konserwacji i jeszcze nie spotkałem przypadku by elementy sklejone takim klejem były trwale połączone.

Każdy klej ma swoje specyficzne właściwości i wynikające z tego sposoby jego użycia. Jest jednak pewna ogólna reguła, którą stosuję w przypadku każdego kleju: należy usunąć wszelkie ślady kleju, który wypłynął poza klejone złącze. Powodem takiego postępowania jest nie tylko chęć uzyskania przyjemnego efektu estetycznego, ale także zgodność z tradycyjnymi standardami. Nie wiem z czym jest to związane, ale zauważyłem, że w meblach (jak i innych przedmiotach drewnianych, gdzie łączono elementy za pomocą kleju) wykonanych przed połową XIX wieku nigdy nie spotkałem oryginalnych śladów kleju pozostawionych na powierzchni. Nawet w najdalszych zakamarkach pudła komody nie daje się znaleźć zaschniętego wycieku kleju, który przecież musiał wypłynąć w trakcie klejenia. Być może klej był na tyle drogi, że starannie odzyskiwano jego najmniejsze ilości.

W obiektach z drugiej połowy XIX wieku można często spotkać wycieki kleju, a w obiektach dwudziestowiecznych jest to praktycznie normą. .
Oczywiście mam tu na myśli "eleganckie" wycieki kleju, takie jak na zdjęciu z prawej, które przedstawia złącze międzywojennego krzesła.
 Inną kwestią są niechlujstwa wykonawcze, popełniane przez beztroskich fachowców lub po prostu amatorów (jak ta na zdjęciu z lewej), takimi w ogóle się tu nie zajmowałem
2005©2017
  Zb. Roman