Kanelury mosiężne.
Od czasu do czasu zdarza mi się trafić na mebel zdobiony mosiężnymi kanelurami. Mogą one być w różnych miejscach mebla: na nodze, na cardze. Przyczyny ich braku (poza, jak zwykle, prostym wandalizmem) tkwią w samym zamyśle: zestawienie dwu materiałów o tak różnych właściwościach reakcji na zmienne warunki temperatury i wilgotności powoduje, że metal jest "wypychany" z drewna. Jeżeli zdarzy się, że element mosiężny został przechowany przez właściciela mebla i trzeba go wkleić, to zwykle okazuje się, że jest on za duży. Także krawędzie mosiężnych elementów, które tkwią na swoim miejscu wystają zazwyczaj ponad powierzchnię drewna, z pewnością nie było tak w momencie wykonywania mebla.

Raz i drugi nie podjąłem się uzupełnia mosiężnych kanelur aż w końcu wpadłem na pomysł, jak je zrobić prostym sposobem - najoczywistsze wydawać się może wykonanie wykrojnika, tyle, że koszt będzie znaczny. Moje rozwiązanie zasadza się na zastosowaniu stempla i formy, by wykonać „miseczkę" i, następnie, obcięciu jej krawędzi.

Stempel wykonuję z pręta mosiężnego. Forma jest dwuelementowa, wierzchnia nakładka z blachy mosiężnej (2mm) i drewniana część zasadnicza.

Kanelury wykonuję z blaszki mosiężnej o grubości 0,4mm, taką zwykle grubość miały napotkane przeze mnie oryginały. Najlepiej jest, gdy mam blachę już odpuszczoną, jeśli nie, to konieczne jest przeprowadzenie tej operacji.
Staram się, by blaszka na wykonanie danej wytłoczki miała jak najmniejszy zapas wielkości w stosunku do tego, co jest konieczne, a i tak w miejscach, gdzie blacha ma być wytłoczona ze znacznymi przegięciami odcinam narożnik, by ułatwić tłoczenie. Jeżeli pozostawić za duży zapas to z łatwością dochodzi do rozerwania blachy i cała robota na marne idzie. Pewnie rozwiązaniem byłoby podgrzewanie blaszki, ale nie próbowałem tego.

Niewielki zapas blaszki wymaga dosyć precyzyjnego jej upozycjonowania na formie. W tym celu stosuję kołeczki stalowe (gwoździe), które jednocześnie służą do zespolenia ze sobą obu części formy.

Stempel dociskam za pomocą ścisków. Bardzo mi się tu przydają kupione przed laty ściski, które chyba są przeznaczone do prac spawalniczych, z pewnością nie są to ściski stolarskie. Ich konstrukcja zapewnia bardzo precyzyjne prowadzenie szczęk. Kolejno dociskam poszczególne ściski (w tym przypadku dwa) aż do pełnego oporu.

Obcinam nadmiar blaszki, ale pozostawiam minimalny margines do dalszego wyrównania. W trakcie tłoczenia bardzo wyraźnie zaznacza się linia krawędzi, co ułatwia zadanie.

Kolejny etap to wyrównanie krawędzi. Używam formy jako podpórki i ogranicznika wymiaru i, mocując ściskiem element raz z jednego, a następnie drugiego końca, pilnikiem uzyskuję pożądany wymiar. Do tego etapu przechodzę, gdy mam już wszystkie wytłoczki gotowe - konieczne jest usunięcie (wbicie) kołków pozycjonujących. Po uzyskania odpowiedniego wymiaru doszlifowuję krawędź na papierze ściernym.

Tak, jak technologia wykonywania tych kanelur była dla mnie kiedyś tajemnicza, tak i sposób ich klejenia nie był oczywisty. Na zachowanych obiektach wyraźnie widać, że wklejano elementy mosiężne za pomocą kleju glutynowego, tylko jak? Pewne szczątkowe informacje, na które gdzieś natrafiłem podsunęły mi pewien pomysł: blaszany element należy podgrzać i docisnąć do kleju.

Zewnętrzna strona blaszki musi być wyraźnie porysowana, to zwiększy przyczepność kleju.

Niebagatelna jest kwestia kolejności: najpierw wkleić blaszkę i następnie wykańczać drewno? Wadą jest to, że klej z pewnością wypłynie i nie będzie łatwe usunięcie go z drewna po zaschnięciu. Szlifowanie nie wchodzi w grę bowiem opiłki mosiądzu wejdą w pory drewna i będzie to paskudne. Trzeba najpierw wykończyć powierzchnię drewna i dopiero wtedy wklejać blaszki. By jeszcze bardziej ułatwić sobie zadanie polituruję powierzchnię drewna, prawie do finalnej postaci, następnie wycinam rowki i wklejam w nie blaszki.

W przygotowany rowek nakładam klej glutynowy, dosyć mocny. Podgrzewam blaszkę na kuchence elektrycznej, ponieważ jest ona bardzo cienka i ma małą pojemność cieplną to nie ma obawy, że będzie zbyt gorąca i spali klej. Klej oczywiście wypływa, ale jego usunięcie jest łatwe za pomocą wody.

Konieczne jest jeszcze finalne dopoliturowanie, co, oczywiście, powoduje politurowe zacieki na mosiądzach. Ich usunięcie, dopolerowanie blaszki i pokrycie jej werniksem dopełnia wykonanie mosiężnych kanelur.

2005©2017
  Zb. Roman