Flandrowanie, mazerowanie, słojowanie to trzy terminy na oznaczenie tego samego: techniki wykończeniowej, która metodami malarskimi imituje drewno. W pierwszym momencie może to się wydawać dziwaczne, po co imitować drewno jeśli można, po prostu, użyć drewna. Współcześnie to zdziwienie właściwie nie powinno się pojawić, mamy naokoło mnóstwo przykładów tej techniki zdobniczo-wykończeniowej: dekorfolie na meblach, panele podłogowe. Co prawda nie są to wykończenia malowane a drukowane, ale zasada pozostaje ta sama, wykończeniem udać inny materiał niż ten, z którego dany przedmiot jest wykonany.
Flandrowanie, mazerowanie, słojowanie.
Flandrowanie (będę używać tego terminu bo jakoś najlepiej mi brzmi) używane było już w starożytności. Najwcześniejsze przykłady, jakie mi się udało widzieć były osiemnastowieczne chociaż pewnie widziałem i wcześniejsze, renesansowe, tyle, że nie byłem tego świadomy. Rzecz w tym, że dobrze wykonane flandrowanie jest tak przekonywujące, że nawet nie podejrzewamy tego "oszustwa". Tak właśnie pomyślałem sobie, że z pewnością mogłem się dać zwieść wiele razy dosyć specyficznemu rodzajowi flandrowania a to mianowicie imitacji hebanu. Dosyć często stosowano drewno gruszy, barwione na czarno, jako substytut hebanu. Dziwne to może flandrowanie, dosyć proste w wykonaniu, nie ma potrzeby imitowania słojów drewna, niuansów kolorystycznych, ot, jednorodnie czarne i gładkie.

Zazwyczaj podkładem, na którym wykonywano flandrowanie, było drewno. Ale technika ta była także stosowana na metalu, widziałem kasety metalowe udające drewniane a także dziewiętnastowieczne kasy pancerne z przepięknym rysunkiem drewna.
 Flandrowanie na drewnie jest sposobem na uszlachetnienie i wykończenie powierzchni przedmiotu. Jest tańsze i prostsze niż wykonanie z masywu czy też obłożenie fornirem. Zwykle imitowane są szlachetne gatunki drewna takie jak orzechowe, mahoniowe czy też palisandrowe. Chociaż zdarzają się imitacje drewna sosnowego, ot, choćby tak, jak jest na starych drzwiach mojej pracowni (zdjęcie z lewej), które są wykonane … z drewna sosnowego. Może to trochę akurat paradoksalny przypadek ale właściwie to łatwiej jest namalować interesujący wzór usłojenia sosnowego niż znaleźć odpowiednią deskę i jeszcze ładnie wykończyć.
Kilka razy zajmowałem się obiektami, które wymagały uzupełnienia czy też rekonstrukcji flandrowanej powierzchni. Jest to ciekawa technika i daje wiele frajdy w czasie wykonywania. Właściwie to nie udało mi się znaleźć wielu informacji o oryginalnej, dawnej technologii, ot, jak zwykle, strzępy informacji, więc to, co o tej technice napiszę jest moją rekonstrukcją. Najważniejsze w tej technice jest to, że na finalny efekt składa się wiele warstw kolejno na siebie nakładanych i to jest właściwie najtrudniejsze, cały czas trzeba przewidywać, w czasie wykonywania danej warstwy, jaki będzie efekt po nałożeniu kolejnej i tak do ostatniej. Ale właśnie ta wielowarstwowość jest gwarantem finalnego efektu. Każdy wie, jak wygląda pomalowane kryjącą farbą drewno - płaska, martwa powierzchnia. Tymczasem flandrowanie ma imitować wykończone przezroczysto drewno, które ma głębię, wielotonalność. Nałożenie wielu warstw daje możliwość uzyskania tego efektu, kolejne warstwy nakładane laserunkowo pozwalają uzyskać efekt głębokości i przestrzenności rysunku drewna.
Ta skrzynka zegarowa, która będzie tutaj moim przykładowym obiektem, trafiła do mnie w dosyć nieprzyjemnym stanie. Nie dość, że było sporo braków (ubytki w dekoracji snycerskiej, brak drzwiczek, brak sterczyn) to do tego jeszcze okropna powierzchnia, drewno bukowe wykończone na brązowo-czerwony kolor. To nie mogła być oryginalna powierzchnia, ta ukazała się spod warstwy kurzu na górnej części skrzynki. Oczywiste było, że skrzynka była flandrowana, była to imitacja palisandru, przynajmniej tak to sugerował układ słojów i kolor. Także na spodzie skrzynki były resztki malatury, tutaj już nie wykonano imitacji słojów drewna, był jednorodny kolor. To szczęście, że ten, kto usunął wykończenie z powierzchni skrzynki nie znalazł sił i woli by oczyścić całość, nie bardzo wiem, co bym zrobił z wykończeniem tej skrzynki bez tych wskazówek. Tym bardziej, że nie jest to często spotykany typ obiektu. Po dłuższych poszukiwaniach udało mi się zidentyfikować ten zegar (w skrzynce był też mechanizm) jako zegar typu Bergischen. Był to niemiecki ośrodek, w którym wykonywano dosyć popularne i cenione w XVIII wieku zegary. W materiałach na temat tych zegarów, do których udało mi się dotrzeć, nie było niestety informacji o technikach wykończeniowych a na zdjęciach nie sposób jest rozpoznać czy to "prawdziwe" wykończenie czy też imitacja.
Podkład, drewno, które będzie flandrowane, musi być oczywiście dobrze przygotowane tzn równe, bez ubytków. Nie musi być, oczywiście, bardzo wygładzone czy też wręcz wypolerowane.
Pierwszą warstwą jest podkład kredowy, tak jak to było widać na powyższych zdjęciach (w przypadku blachy żelaznej jest to minia). Podkład kredowy położyłem taki, jak pod złocenie (inf.). Ten podkład jest ważny, spełnia taką funkcję jak grunt w malarstwie sztalugowym, ujednolica powierzchnię i daje dobrą bazę do oddawania kolorów.
No i najważniejszy moment: wymyślić plan kolejnych warstw malarskich. Pewnie najlepiej jest się posłużyć modelem, znaleźć kawałek drewna, które ma być imitowane i rozłożyć obserwowany wzór na elementy składowe. Po pierwsze, jakie są kolory i jak je uzyskać i, po drugie, jakie są właściwości (kształt, przebieg) odwzorowywanych słoi drewna. Oczywiście miałem też na uwadze atrakcyjność tworzonego rysunku. Większość gatunków drewna ma mniej atrakcyjny rysunek jeśli cięte promieniowo i o wiele ciekawszy jeśli cięte stycznie, pomijając inne, bardziej skomplikowane możliwości, wybierałem te ciekawsze możliwości.
Pierwsza warstwa farby to "tło". W palisandrze jest to żółto-różowy kolor, można by określić go jako łososiowy. W związku z tym wybrałem sienę paloną. Tutaj może słowo o rodzaju użytych przeze mnie farb. Myślę, że tak w ogóle to  można użyć dowolnego rodzaju farb, wodnych, olejnych, spirytusowych, tyle tylko, że trzeba wziąć pod uwagę to, że chcemy kłaść warstwę na warstwę i że nie można tego robić "na mokro", kolejne warstwy muszą być suche by położyć następną. Chciałoby się też żeby farby schły szybko. Stąd wybrałem farby temperowe jako kryjące warstwy i barwiony szelak jako warstwy laserunkowe, trochę jest to uproszczone, ale tak można przedstawić ogólną zasadę.
I oto skrzynka pomalowana temperową sieną paloną i pociągnięta niebarwionym szelakiem. Tę warstwę szelaku zastosowałem z dwu powodów. Po pierwsze, by zobaczyć rzeczywisty kolor (tempera jest sama w sobie "tępa", bez połysku) i by mieć izolację od następnej warstwy, w następnym kroku będę malować "słoje". Jeśli coś wyjdzie nie tak, to, mając tę warstwę szelaku, będę mógł zmyć rysunek i malować od nowa, jeśli bym to robił bezpośrednio na surowej temperze to właściwie nie byłoby to możliwe.
Teraz czas na wykonanie pierwszego zarysu słoi drewna. Jak już wcześniej o tym napisałem dobrze jest mieć pod ręką wzór takiego rysunku, akurat miałem jakiś kawałek forniru, wygodniej byłoby mieć wykończony, zapoliturowany a tak zwilżałem go sobie wodą by mieć lepszy ogląd. Nie jest konieczne wykonanie całego rysunku w jednej warstwie, można dodać w kolejnych. Używałem tempery i akwareli. Ważne jest by pamiętać, że w przypadku prawdziwego drewna obszary o jednolitym kolorze są minimalne (oprócz hebanu, oczywiście) i nie można zostawić za wiele jednorodnych płaszczyzn.
I tu się pojawia kwestia narzędzi. Oczywiste są pędzle, najlepsze twarde i to tym lepsze im twardsze, takie, którymi nie da się wręcz równo położyć farby. Przydatny też jest kawałek płócienka, którym można rozprowadzać farbę, podobnie można użyć po prostu zgniecionego papieru. Są też specjalne narzędzia, rodzaj metalowych grzebieni o wydłużonych zębach. Można sobie łatwo zrobić coś takiego z twardej tektury (wystarczy do jednorazowej pracy) czy też nieważnej karty kredytowej albo też kupić racę do rozprowadzania kleju, ale one zwykle mają dosyć szerokie zęby. Jakiekolwiek nie byłoby to narzędzie to można je użyć tylko na płynnej farbie, a więc trzeba pracować fragmentami. Można, co prawda, w zaschniętej farbie próbować uzyskiwać wzór za pomocą zamoczonego w wodzie pędzla, ale trzeba uważać, żeby się rysunek nie rozpłynął. Gdy już się uzna, że dany rysunek jest do zaakceptowania na tym etapie, to wystarczy odczekać aż przyzwoicie wyschnie i nałożyć pędzlem warstwę szelaku niebarwionego. Wtedy dopiero, tak naprawdę widać efekt dotychczasowej pracy. Można dołożyć kolejne usłojenia, cieniowania, do pewnych granic to im więcej szczegółów to tym lepiej dla efektu końcowego. Ja zwykle kieruję się tym, jak przedmiot będzie w przyszłości oglądany, z im bliższej tym więcej szczegółów. Ta skrzynka zegarowa, z racji funkcji, będzie wisieć jakieś 2 metry od podłogi więc nadmiar detalu może tylko obniżyć wyrazistość ogólną.
Dodatkowe efekty uzyskiwałem barwionymi roztworami szelaku. Trzeba tylko uważać na używane barwniki. Niestety większość bejc ma w sobie jakieś czernie, fiolety a te się nie nadają, najlepsze są porządne brązy i czerwienie. Przy robieniu tej skrzynki dosyć się z tym męczyłem. Daję dosyć dużo barwnika do roztworu szelaku i wykorzystuję to, co w innych sytuacjach jest wadą: barwiony szelak nie daje się położyć jako jednorodna warstwa i w tym przypadku jest to bardzo dobrze. Zrobiłem więc trochę tych "maz" i, po wyschnięciu, następna warstwa niebarwionego szelaku. I tak te operacje powtarzałem aż uznałem, że jest dobrze.
Kolejny etap to praca szelakiem. Namalowany rysunek jest płaski, teraz trzeba mu dodać przestrzenności a jednocześnie uzyskać efekt wykończenia politurowego, takiego, jak na drewnie. Ogólnie technika tutaj jest taka, jak przy wykonywaniu politury z pędzla (inf.).
Na tym etapie warto odczekać kilka dni i pozwolić tej skorupie porządnie wyschnąć. Zwykle  w takich sytuacjach (czyli schnięcia finalnej warstwy szelaku) odczekuję przynajmniej tydzień, jakoś tak mi wyszło z doświadczeń różnych, że jeśli coś złego ma się ujawnić to po tym czasie się pokaże. To złe to mogą być jakieś obszary, nie wiedzieć czemu, słabiej pokryte szlakiem i nie świecą odpowiednio a na tym etapie całość powinna się równomiernie błyszczeć, to trzeba sprawdzić patrząc pod światło. Oczywiście ten błysk jest nie do przyjęcia i trzeba go zlikwidować. Robię to za pomocą sproszkowanego pumeksu, który nabieram na kawałek filcu zwilżony olejkiem parafinowym i poleruję dokładnie całą powierzchnię. Ten zabieg ma i tę zaletę, że oprócz zmatowienia błysku, daje także bardzo miłą w dotyku aksamitną powierzchnię (po tym polerowaniu trzeba jeszcze całość przetrzeć najlepiej kawałkiem sukna by usunąć pumeks i olej).
Myślę, że tą technologią można imitować dowolne powierzchnie, kamień, macicę perłową i inne egzotyczne wykończenia. Można też zastosować ją do zwykłego wymalowania jednobarwnego, także w tym przypadku warstwy szelaku dadzą przyjemne wrażenie głębi koloru.
2005©2017
  Zb. Roman